niedziela, 4 października 2009

...dlaczego robie rekonstrukcje biustu ?

Wrocilam z wycieczki do Poznania...zmarnowana, ale zadowolona. Zmarnowana, bo nadal jestem dosc slaba.

Zastanowilo mnie kilka tematow.... Jeszcze przed wyjazdem sprawdzilam sobie strony poznanskiego oddzialu Klubu Amazonek i jakos tak poczulam, ze taki klub chyba nie jest dla mnie.
Glownie odstraszyly mnie zamieszczone na stronie zdjecia Pan mniej wiecej w wieku mojej mamy:) z ktorymi wydaje mi sie nie miala bym wspolnych tematow a nie chciala bym sie czuc jak "maskotka oddzialu":)...najmlodsza w klubie:)
...trudno mi to tez jakos taktownie i delikatnie okreslic, ale wchodzac na strony poznanskiego klubu poczulam sie jak w poczekalni do Radia Maryja:)...i chociaz jestem osoba wierzaca wszystko co kojarze z ojcem Rydzykiem kojarze zle, BARDZO zle:) ...do Klubu Amazonek sie nie zapisalam:)

...a wracajac do rekonstrukcji:)
Chce po calym tym "zamieszaniu" pokazac swiatu, ze wygladam prawie nornalnie, ze nie nosze protezy, mam prawie swoj biust:) (...prawie robi roznice:)), ktory "w nagrode":) za to co przeszlam do konca moich dni bedzie jedrny i nigdy nie obwisnie...czym bede wkurzac cale zawistne spoleczenstwo :)
...chce pozkazac, ze stres jaki od lat przechodze regularnie sie badajac (zawsze o tym duzo mowilam, gadula jestem okropna:)...stres zwiazany z badaniami sie oplacil. Ze wykryto mi wczesna faze raka i to uratowalo mi zycie.
Nie chce tez byc rozpoznawalna jako ktos oszpecony, zrozumiany tylko i wylacznie przez kobiety, ktore przeszly to samo...rozpoznawalan na ulicy, jak by nagle wbrew mojej woli ktos zapisal mnie do klanu plaskich kobiet o smutnych twarzach....."my po przejsciach" ...pisze o tym, bo stale mam wrazenie, ze musze sie tlumaczyc z tego ze robie operacje plastyczna, ze poddaje sie mozolnej, skomplikowanej procedurze jak jakies fanaberi podstarzalej gwiazdy country:)...obiecuje, ze postaram sie nie wygladac jak Dolly Parton! :)
Chce byc taka sama jak "przed"...ale zawsze bede o tym duzo mowila.
Wole jak ktos nowo poznany dopiero po jakis czasie (znajac mnie dosc krotkim czasie:))) dowie sie, ze bylam chora a mimo to radze sobie, swietnie wygladam...hihi :), nie nosze protes i moje zycie nie zmienilo biegu, nie przeszlam na druga strone lustra...jestem prawie taka sama:)

Stale spotykam sie z zarzutami emanowania choroba:( Stale mam z tym problem...jesli opowiadam o tym co przeszlam jestem postrzgana jako ktos zbyt wylewny i wrecz nietaktownty - szczegolnie w towarzystwie facetwo - robi sie nieswojo.

Do Poznania polecialam na 40-sta rocznice slubu moich rodzicow. Byla Msza w kosciele, obiad w restauracji i platery (+drinki :)) w domu) .
Wszystkim ciocia i wujka!!!!!! pokazalam silikonowa proteze piersi (nie nosze jej - kazdy mogl dotknac:), otwarcie mowie o tym ze robie rekonstrukcje i zanim ktos ukradkowym spojrzeniem na moja klatke piersiowa sprawdzi rezultaty...sama naciagam bluzke i pokazuje ile juz "uroslam" :)
Postanowilam, ze nie obchodzi mnie zazenowanie tym tematem innych...ja przeszlam duzo wieksze "zazenowanie" kiedy pod koniec maja uslyszalam ........."ma pani raka"!
...oswajam temat, mi to pomaga w chorobie a inni musza ta zaakceptowac, albo mnie odrzuca, bo ja zawsze chyba bede o tym mowila.
Mamy XXI wiek, praktycznie kazdy z nas zna jakas kobiete, ktora zachorowala...dlaczego o tym nie mowic?
...samodzielnie i samowolnie ubzduralam sobie, ze jesli pokaze calemu swiatu jak umiem z tym dobrze walczyc to ja jakos - chocby w moim malutkim mikrokosmosie -oswoje teamt. Moze ktos pojdzie sie przebadac a ktos inny namowi na ta to zone....w koncu mamy pazdziernik, miesiac rozowej wstazeczki! :)

1 komentarz:

  1. Dzięki, że jesteś.
    Że zajrzałaś na mój blog.
    Że mogę tu teraz zaglądać.
    Kubek AVON z różową wstążeczką jest moim ulubionym.

    OdpowiedzUsuń