sobota, 25 kwietnia 2009

...

....od 1,5 tyg jestesmy chorzy...raz jest lepiej a glownie jest gorzej. Taka jakby grypa (mam nadzieje ze nie swinska), bo jakby "swinska" jest juz ze wzgledu na dlugos trawania, brak postepow w zdrownieniu, wieczne oslabienie, meczacy kaszel i "swinskie" samopoczucie.
Nie pomogly nawet inhalacje nadmorskim powietrzem...jeszcze nam sie pogorszylo:)
Mimo wszystko jestesmy pelni optymizmu i z zapakowanymi tym optymizmem walizkami jutro ruszamy na chwilke do Poznania....nie pieszo rzecz jasna...samolotem :)

czwartek, 23 kwietnia 2009

Trzymam kciuki za ustawe !

*nie ma w Irlandii ani jednego!!!! pubu, ktory zbankrutowal ze wzgledu na wprowadzenie przez rzad zakazu palenia w miejscach publicznych...nie wiem czy tutaj wogole jakies puby bankrutuja :)

*nie ma koniecznosci budowania w restauracjach specjalnej strefy dla palaczy...to nie jest wymog dyskutowanej w Polsce ustawy...takiej strefy moze nie byc i wtedy palacze wychodza zapalic na zewnatrz...spokojnie:) ....w Polsce przez pol roku conajmniej jest ladna pogoda

*za palenie w miejscu publicznym mozna w Irlandii zaplacic 3 tys euro, nikt nie odwazy sie probowac czy uda mu sie uniknac tutaj tej kary :)

Mowisz i masz ! :)

...zaspana rano odbieram telefon....dzwoni pan z serwisu. Pyta kiedy moze do nas wpasc naprawic zepsuty termostat w bojlerze, bo wlasnie odebral maila od landlorda (wlasciciela naszego mieszkania), ze cos  sie zepsulo i on "w tependy" rusza do nas zebysmy niepotrzebnie nie czekali !

...mowie mu, zeby sie nie fatygowal...termostat juz naprawiony, awarie zglaszalam jakies 3 miesiace temu :)  i od razu przyszedl do nas jakis lokalny "pan-zlota-raczka" i wymenil na poczekaniu zepsuta czesc.

Jednoglosnie z L przyznajemy panu z serwisu nominacje do Oscara  w kategorii SZYBKOSC DZIALANIA ! ...zapomnialam jak sie przedstawil ten pan i jak ma na imie...ale mowia mu BLYSKAWICA ! :)

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Lista przebojow

Czasami z nudow i w ramach miedzysasiedzkiej pomocy, w czasie gdy rodzice modeluja sylwetki na silowni (czytaj: probuja zrzucic zbedne kg:), opiekuje sie malymi Pakistanczykami.
Rodzice Alego (4 lata) i Duły (rok i troche) sa wyznawcami Islamu, wiec staram sie, zebym w jakis nieumyslny sposob nie obrazic ich uczuc religijnych.
Placzaca straszliwie z tesknoty Dule probowalam kiedys uspokoic spiewajac jej piosenke...i po kilkudziesiecu minutach takiego uspokajania nagle uslyszalam jak maly Aly podskakujac nuci sobie..."ta Doraotka, ta malusia" :)...dzieci sa jak gabki, niesamowicie chlona wszystko co je otacza:)
To mi uswiadomilo, ze musze uwazac co spiewam i wlasciwie zaczelam sie zastanawiac czy wogole powinnam??:)
...napisalam maila do eksperata tzn Ummy (Polki zyjacej w Arabii Saudyjskiej), ktorej bardzo ciekawego bloga regularnie czytuje.
Umma odpowiedzial, ze wszystko zalezy od rodzicow dzieci, ale ona swoim dzieciom spiewa, poniewaz w ten sposob latwiej ucza sie polskich slowek:)...TYLKO NIE SPIEWAJ IM CZASAMI KOLEND !! ...przytomnie doradzila Umma:)

Razem tez (z moja ekspertaka:) ustalilsmy podreczna liste utworow, ktorych raczej nie powinnam wlaczac do mojego repertuaru, niezaleznie od tego jak Dula bedzie mocno plakala:

-Kroluj nam Chryste,
-Przybierzeli do Betlejem,
-Nie bedzie Niemiec plul nam w twarz,
-Przybyli ulani pod okienko,
-My Pierwsza brygada,


...a tak wogole to chyba przestane im spiewac ze wzgledow estetycznych, bo niby spiewac kazdy moze...ale moze nie kazdy powinien! :)

niedziela, 19 kwietnia 2009

...sledzie w smietanie...a krab w porcie :)



Przescieradlo z Lidla

Kupilam ostatnio w irlandzkim Lidlu przescieralo z gumka:)...nareszcie mamy przescieradlo, ktore ma wymair lozka a nie 1/2 lozka:)

Takie przescieradlo tutaj kosztuje 8 euro. Przez przypadek zgadalam  sie z  moja mama, ze w polskim Lidlu jest taka sama oferta...a identyczne przescieradlo kosztuje 32 pln.
...tylko ze ja za TYGODNIOWA "kuroniowke" moge tutaj kupic ponad 30 takich przescieradel a obywatel na polskim zasilku za MIESIECZNA zapomoge moze ich kupic okolo 17:(
To jest ta roznica:(...to odpowiedz na pytanie dlaczego mimo braku pracy nadal tutaj siedzimy.

Problem polega "jedynie" na tym, ze praca to nie tylko pieniadze na zycie (coraz bardziej to czuje!) ...praca to tez jakas niematerialna wartosc...jak by to gornolotnie nie brzmialo:)

...no i tesknie straszliwie :(

Sad ostateczny - cz. 2

Rozprawa sadowa trwala bardzo dlugo, wiekszosc tego czasu spedzilam z Panem Sedzia czekajac w hallu hotelu na koniec kolejnych narad strony przedciwnej. Troche sie dziwilam, ze to Sedzia i ja musimy opuszczac sale a nie moi oponeci, ale tak chyba bylo wygodniej..trudno jest ustalac strategie dzialania w recepcji hotelowej:)
Po pierwszej przerwie adwokat Kena zapytal mnie (drugi juz raz zreszta:) dlaczego nie odpowiedzialam na ich pismo w sprawie poinformowania ich dokladnie co dla mnie szczegolowo znaczy sformulowanie "czas pracy i przerw nie zgadzal sie z  Kodeksem Pracy"
...troche zniecierpliwiony Sedzia poprosil mnie o szczegolowe! wyjasnienie.
Powiedzialam: nie odpowiedzialam na to pismo, poniewaz moj angielski jest slaby, mam problemy z forma pisana, wiec postanowilam poczekac z wyjasnieniami do procesu i formy ustnej oraz ewentualnej pomocy tlumacza.
...a w duchu pomyslama, ze prawdoodobnie Ken wsciekl sie w czasie przerwy na zapewne sowicie oplacanego adwokata, ze slabo sie przygtowal. Moim skromnym zadniem trzeba byc malo rozgarnietym (czytaj : glupcem i ignorantem), zeby chocby pobierznie przed rozprawa nie zainteresowac  sie przejzeniem moich grafikow. Moje watpliwosci dotyczace niezgodnosci czasu pracy i przew w firmie Kena nie dotyczyly drobnych kruczkow prawnych i nie opieraly sie na gruntownej znajomosci irlandziego Kodeksu Pracy ...dotyczyly spraw kardynalnych, takich ktore moglam wczytac w kazdym pobieznym i skrotownym tlumaczeniu przyslugujacyh mi praw na olbrzymiej ilosci dostepnych polskich portali!
Wystarczylo aby adwokat poprosil mojego bylego chlebodawce o rozpiski z moimi grafikami (pracodawca jest zobowiazany przechowyac je 5 lat po zakonczeniu mojej pracy u niego) i pobierznie sprawdzic czy:
a) mamy sie o co klocic,
b) czy tez mozna przyjsc spokojnie nieprzygotowanym na rozprawe. 
Adwokat postanowil bez sprawdzania grafikow wybrac plan B:)
Pierwsza kwota, ktora zaproponowala mi Ken byla raczej smiesznie niska....wiem  jakim samochodem on jezdzi :) Z jednej strony trudno wyliczyc ile maja kosztowac moje "zuzyte" nerwy:) z drugiej apetyt rosnie w miare jedzenia.
Rano jadac z L na ta rozprawe ustalilismy, ze jesli dojdzie do negocjacji podam kwote X jako satysfakcjonujaca mnie rekompensate za poniesione straty (moralne:)
Na rozprawie Sedzia pouczyl mnie, ze jesli dojdzie do ugody to na miejscu spiszemy odpowiednie oswiadczenie, Ken w ciagu 21 dni przeleje mi kase i sprawa jest zamknieta..wiecej do niej nie wracamy...jest tylko jedno ale............ja NIE moge NIKOMU i NIGDY (do konca  swiata i jeden dzien dluzej:) wyjawic jaka to jest kwota. 
...no i to mnie chyba najbardziej rozwscieczylo...pomyslalam, ze wyjdzie na to ze dostane troszke kasy a z nikim o tym nie bede mogla rozmawiac??? (ja taka gadula:) ...ze jak ktos mnie zapyta jak tam mi poszla ta moja "mala wojna", bede musila siedziec cicho...o NIE !
Takie dozgonne milczenie musi kosztowac...4 razy X :)...klasztory kontenplacyjne nie sa moim przeznaczeniem :)
Nie zgodzilam sie na 2 kolejne podwyzki rekompensat (zadna nie byla rzadana przeze mnie kwota 4 razy X) Wiedzilam, ze Pan Sedzia bardzo - w miare mozliwosci - probuje mnie namowc na ugode - dla niego to najbardziej konfortowa sytulacja...zamyka sprawe i ma 'fajrant"
...ale ja, niestety dla niego, jestem uparta.
---------
Podsumowanie:
-musze czekac na wyrok niezawislego Sadu...zaryzykowlam, bo moge wygrac (przynajmniej teoretycznie) kwote 16 razy X  albo 0.25 razy kwote X:)
-czekanie na wyrok moze trwac nawet pol roku (pol roku od rozprawy mija dopiero 10 czerwca)
-zostalam poproszona o przeslanie po jednej kopi do Sadu i Kancelari Adwokackiej moich zapiskow dotyczacych grafiku, ale jak zaznaczylam te moje zapiski nie sa glownym dowodem w sprawie
-glownym dowodem w sprawie jest bardzo wiarygodny zegra pracy - zeby sie zalogowca, ze np zaczynam szychte trzeba zeskanowac na nim swoja prawa dlon...nikt nie moze za mnie tego zrobic...taka Ameryka w tej biednej Irlandii:)...dobrze, ze nam w tym sklepiczku nie wszczepili chipow w ucho, zeby nas monitorowac przez satelite :)
-od wyroku, ktory mam nadzieje juz niedlugo otrzymam moge sie jedynie odwolywac do Sadu wyzszej insatncji
-podobno jedno to wygrac proces a drugie to wyegzekwowac kase...ale ja juz sprawdzilam jakie sa odpowiednie procedury sciagania naleznosci:)
Z reszta problemy ze sciaganiem, z tego co wiem, sa z ludzimi, ktorzy nie posiadaja majatku..Ken do nich na pewno nie nalezy!
---------------
Z plotek wiem, ze nagle wszyscy w mojej bylej firmie pieknie otrzymuja odpowiednie przerwy w przyslugujacych im godzinach, ze Kena dopadla plaga kontroli od tutejszego "sanepidu" po najrozniejsze inne ispekcje pracy, ze niestety nie dysponowal on wszsytkimi odpowiednimi wydrukami z zegara pracy:)...upor i bezpodstawna wiara we wlasna nieskazitelnosc musi kosztowac!
-----------
Jestem podla ...wiem :)...i ta podlosc mnie cieszy !



niedziela, 12 kwietnia 2009

Tworca i jego tworzywo :)

Nasza ląka za oknem...tujaj chodza modele :)

Tworca (L) upatrzyl sobie nalepszy obiekt

...a tak wyglada efek koncowy...........w Poznaniu na Wielkanoc robi sie baranki z masla i "wypasa" je na poletku z rzezuchy:)...ale w Cloyne nie mam specjalnej foremki, wiec L wzorujac  sie na "modelach" zza okna baranka wyrzezbil:)

czwartek, 9 kwietnia 2009

Jestem za a nawet ZA!

Wlasnie przeczytalam,  ze "Strachy na lachy" nie chca byc nominowane do nagrod Jedynki

 "W związku z nominowaniem zespołu Strachy Na Lachy do plebiscytu muzycznego Superjedynki 2009 żądamy natychmiastowego usunięcia kandydatury zespołu z wszystkich nominowanych kategorii. Jako zespół nie chcemy swoją twórczością, nazwą i czymkolwiek innym - związanym z nami - w jakikolwiek sposób być kojarzeni z obecną ekipą dowodzącą państwową telewizją. Bawcie się sami - bez nas i nie naszym kosztem" - napisał w imieniu zespołu Krzysztof "Grabaż" Grabowski."

Ja nie jestem do niczego nominowana:), co wiecej nie ogladam TVP1 a nawet nie mam telewizora, ale tez nie chce, zeby polska panstwowa telewizja rzadzili Wszechpolacy i antysemici.

podpisano
Roza Rosenbaum :)



środa, 8 kwietnia 2009

Nowatorskie metody

Bylam dzis u lekarza ogolnego po nowa dawke tabletek na nadcisnienie.
...zamias mojego dr Leonarda byl jego tata...zmierzyl mi cisnienie i stwierdzil ze mnie jeszcze oslucha...i bez slowa zajawki wsadzil mi reke za dekold, wyciagnal lewa piers i zaczal osluchiwac..........kurka jakie oni tu maja dzikie metody...w Polsce to sie dyskretnie podnosi koszuke i odchyla stanik!
Dziwne.....a jaka mialam "dziwna" mine jak tak siedzialam z polowa biustu na dekoldzie :)
...L jest wkuty, mowi, ze dziadek jest zboczeniec :)

wtorek, 7 kwietnia 2009

U2

Zyczliwi mi donosza, ze w Polsce pogoda przepiekna, prawie letnia...trudno w to uwierzyc, bo u nas swiat zaplakany, wiat i mozna by "Wichrowe wzgorza" krecic....bez charakteryzacji krajobrazu.
Dobilam sie faktem, ze najtanszy bilet na lipcowy koncert U2 w Dublinie kosztuje 183 $ (ok 140 euro) na glowe, wiec nie ma najmniejszej szansy, zebysmy zobaczyli na zywo kultowa kapele w kultowym miescie:(...trudno, wszystkiego miec nie mozna !
...jak bym miala wszytko, to nie miala bym marzen! :)
---------------------------
..."w nagrode" za moje "trudne" zycie i "dla poprawienia nastroju" umylam lodowke...nienawidze tego robic!  :).....ale glupie mysli o smutnym losie Kopciuszka, co nie ma kasy na koncerty ...jak reka odjal...juz mi lepiej :)
...najwazniejsze to malo myslec, myslenie to nie jest moja mocna strona...od myslenia tylko glowa boli....myslenie nie ma przyszlosci!
---------------------------
Kiedys bede bogata i pojade na koncert U2 do Dublina...mam nadzieje, ze Bono jeszcze dlugo ma zamiar byc aktywnym zawodowo artysta! :)

Co nagle to po diable...a co sie odwlecze to nie uciecze :)
--------------------------
W ruinach zniszczonego tragicznym trzensieniem ziemi wloskiego miasteczka odnaleziono dzis 98-letnia staruszke. Spokojnie czekala przez 30 h az ja ktos odnajdze i zeby sie nie nudzic (?) zajela sie robotka na szydelku:) 
...to jest dopiero prawidziwa SILA SPOKOJU :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Listonosz dzwoni zawsze 2 razy

Nadal jestesmy bezrobotni.
Kilka miesiecy temu jak caly ten "stan" sie zaczynal naiwnie myslalam, ze bedzie trwal krotko, ze spowoduje mase zmian, ze bede cos musiala znow zaczynac od nowa...a juz mi sie nie chce, bo ile razy mozna? Myslalam tez, ze "zalatwianie" formalnosci w urzedach potrwa miesiac, w najgorszym wypadku dwa a pozniej juz bedzie mozna zajac  sie czyms konkretnym....np planowaniem przyszlosci:)
Rzeczywistosc jest taka, ze minimum 3 razy w tygodniu albo ja, albo L musimy z jakiegos powodu stawic  sie w urzedzie, odczekac swoje (czytaj conajmniej 1,5 do 3 h)....a irlandzkie urzedy, wlaczajac w to poczte, pracuja kilka godzin od rana.....miedzy 12.00 - 14.00  jest przerwa i po 14.00 znow sa otwarte przez 2 h. Troche smieszne, ze w kraju w ktorym slonca jest jak na lekarstwo pora sjesty jest swietoscia:)
Pocieszam sie tylko tym, ze z kolejkowych rozmow wynika, ze wszyscy maja takie same problemy a nasze wieczne wyjasnienia, odwolania i meetingi w socialu nie sa spowodowane nieudacznictwem, ale ogolna sytulacja i dosc luznym traktowaniem litery prawa przez panie urzedniczki:)
Probuje np wypelnic wniosek na urlop...w czasie odbierania zasilku przysluguje mi 12 dni (nie wliczajac niedziel) na rok urlopu:) Moge wtedy wyjchac gdzie chce (np odwiedzic moja ortodontke w Poznaniu:) i robic co chce...jak wroce zasilek bedzie na mnie czekal.
1 wyjscie do urzedu w tej sprawie...pytam jak calosc dziala, jakie musze spelnic warunki. Prosze pania urzedniczke o wniosek na urlop, wydaje mi tylko jeden, L musi przyjsc osobno.
2 wyjscie do urzedu: przynosze wypelniony wniosek + kopie biletu i probuje go oddac w odpowiednim okienku. Pani jest bardzo zdziwiona i pyta kto mi wogole wydal ten wniosek ???
Poza tym informuje mnie, ze wnioski sklada  sie najwczesniej 3-4 dni przed wylotem i mam wrocic za 3 tyg. Odchodze od okienka, ale po chwili wracam i pytam czy na pewno, bo na wniosku jest wytluszczonym drukiem napisana informacja, ze wniosek trzeba zlozyc najpozniej 14 dni przed wylotem.  Pani stwierdza, ze to jest niewazne i zebym  sie tym nie przejmowala!!! i teraz ona na pewno mi tego wniosku nie przyjmie.
...sprobuje zlozyc powyzszy wniosek 15 kwietnia jak bede obowiazkowo w urzedzie w innej sprawie a jesli sie nie uda to stawie sie 3-4 dni przed wylotem...a najgorsze jest to ze NIE WIEM czy wtedy sie nie okaze, ze przyszlam za pozno!
Dodatkowo podobna procedure musze osobno przejsc jesli chodzi o dofinansowanie na mieszkanie, bo dostaje to z innego urzedu, ktory zyczy sobie osobnego powiadomienia.

Siedzimy glownie w domu. Dwa razy w tygodniu jezdzimy do urzedu do pobliskiego miasteczka 7 km od Cloyne, na poczte, odebrac pieniadze w odpowiedni dzien "zasilek glowny" - cos  w rodzaju naszej "kuroniowki" a w inny dofinansowanie na mieszkanie. Czas plynie, trudno sie zmobilizowac do czegokolwiek. Zaczelam szukac w necie informacji jak poradzic sobie z taka stagnacja?  Czynnosci ktore normalnie wykonuje sie przed wyjsciem do pracy i zajmuja 5 minut - np powieszenie prania - urastaja do wydarzenia przedpoludnia. 
Nuda, bezczynnosc, brak perspektyw...czekanie na listonosza, ktory miejmy nadzieje przyniesie w koncu informacje o splacie zaleglych pieniedzy z urzedu...czekanie na jakakolwiek informacje z Sadu.
....mam nadzieje, ze w koncu sie to zmieni, ze w koncu uda nam sie dostac na jakis kurs z urzedu pracy, zaczniemy wstawac rano i czekac na wolny weekend...albo po prost gospodarka ruszy i znow bedzie praca!



sobota, 4 kwietnia 2009

Irlandzkie przygotowania do Świąt

Gdybys przypadkowo spedzal Swieta w Irlandii nie musisz martwic sie o przedswiateczne porzadki. Tradycyjny ich polski element, czyli mycie okien, mozna od razu skreslic z listy. W Irlandii wszystkie okna otwieraja sie na zewnatrz, wiec bez specjalistycznego sprzetu (podnosnika, wysokiej drabiny) okien po prostu umyc sie nie da:) Wszystkie inne prace porzadkowe tez sa troche utrudnione, poniewaz wiekszosc irlandzkich zlewow i umywalek posiadaja osobne krany do cieplej i zimnej wody. Trudno jest umyc rano zeby a co dopiero zabrac sie za gruntowne szorowanie lazienki. Wietrzenie pierzyn tez skrslamy z listy, poniewaz pogoda taka, ze mogly by jedynie zawilgotniec...nie ma co ryzykowac.
....tak ze przedswiateczne przygotowania na zachodnich rubiezach chrzescijanstwa w UE mozna spokojnie ograniczyc do przyjemnego dekorowaniu domu:)


                                            .......i posiania rzezuchy :)

czwartek, 2 kwietnia 2009

Przystanek Cloyne

Juz kilka osob dostrzeglo pewne podobienstwa naszego Cloyne do Cicely z "Przytanku Alaska"  a ja zaczelam sie zastanawiac czy nie jestem dr Fleischmanem:)  - on tez byl (z pochodzenia) Polakiem, mial polskiego dziadka, Zyda z okolic Warszawy...pamietam taki odcinek:)
...czy ja aby nie jestem jak dr Fleischman.... wiecznie niezadowolona nudziara, co teskni do wielkiego miasta (Poznan niby San Francisco nie jest, ale jak spojrze na skrzyzowanie w Cloyne to mi sie moj rodzinny Debiec jawi jak Las Vegas Polnocy:) Trudno mi sie dostosowac do swoistego klimatu miejsca gdzie wszyscy znaja sie, gdzie kazdy jest dokladnie przypisany do zagrody i rodziny a pani w sklepie jest w stanie z duza doza prawdopodobienstwa przypisac kazdemu imie i nazwisko. W tym naszym Cicely/Cloyne (nawet nazwy sa podobne:) wystepuja elementy charakterystyczne dla kazdej "zapadlej dziury" gdziekolwiek by nie istniala :
-wystepuje ktos kogo mozna nazwac "wioskowym glupkiem"...niegrozny dziwak, z ktorego smieja  sie dzieci:)
-wysteuje ktos kto ma polskie korzenie...u nas jest to Mage Wisniewski, ktora nie mowi slowa po polsku...jej tesc przywedrowa do Cloyne po 2 wojnie swiatowej:)...mowie czasami do L..."Wisniewska spotkalam":)... i odrazu mi jakos na sercu lzej:)
-zly bogacz...ktos kto ma kase, zwykle grubas o negatywnej osobowosci...rzadzi wioska
-pakistanski fast food:)
-ktos bardzo znany..u nas jest to John Kelly...jego rzezby objechaly caly swiat, by na koniec stanac w ogrodzie jego posiadlosci na peryferiach Cloyne:)
-oraz ...........wojt i pleban :)

-------------------

Zwiedzajac jakis czas temu okolice przypadkowo trafilismy do przepieknej posiadlosci gdzie naszym ocza ukazal sie taki oto mniej wiecej obrazek:)


Mielismy duzo szczescia ze nie zzarly nas psy gospodarzy, pobrudzily nam tylko ubrania a dosc szybka interwencja naszego sasiada zapobiegla tragedi............................................czlowiek, ktory wraza ze swoja zona w ostrych slowach wyprosil nas ze swojego olbrzymiego ogrodu zastawionego mnostwem pieknych, nowoczesnych rzezb okazal sie swiatowej slawy rzezbiarzem http://www.johnkelly.eu/
Warto bylo!! Rzezby ktore widzielismy zanim wrocily do ogordu tworcy goscily na najwiekszych swiatowych biennale sztuki oraz zdobily najbardziej prestizowe miejsca stolic swiat:) 
Trudno powiedziec, ze bawilismy na obiedzie u Johna Kelly w naszym "rodzinny" Cloyne...raczej mielismy szczescie ze nie stalismy sie obiadem dla jego psow...  :)