poniedziałek, 30 marca 2009

Zakwitły azalie

Bylismy wczoraj w parku w Killarney, to urokliwe miasteczko jakies 100 km od naszego Cloyne. Taka ogolna atmosfera przypomina troszeczke nasz Karpacz:) ...bo otoczone jest dosc wysokimi gorami. Mimo tego, ze oczywiscie jak to w Ire calutki dzien padalo- byl czas przywyknac, jak mowila babcia Kargulowa !! :) - wycieczka bardzo sie udala. 
W Irlandii roslinnosc jest bardzo podobna do polskiej z tym, ze dzieki lagodnym zima i (niestety dla nas) bardzo duzej ilosci opadow, wszystko co w Polsce rosnie w postaci karlowatej lub doniczkowo/balkonowej tutaj osiaga naprawde pokazne rozmiary:)



niedziela, 29 marca 2009

Zakazana piosenka :)


"NIC" SIE NIE STALO, POLACY NIC SIE NIE STALOOO ........  :)
                        L ma depresje :)

sobota, 28 marca 2009

Na szczescie ....

...zbieram podkowy:)
                                             PIERWSZA                                      
                                             DRUGA
...gdzie jest trzecia ??? :)

Sąd ostateczny - cz.1

Rozprawa w Sadzie trwala ponad 3 h. Troche bylismy zdziwieni, bo jadac tam z L zakladalismy, ze wystarczy nam jeden godzinny bilet parkingowy....nie wystarczyly nawet 3:)
Na pocztaku zalatwilismy sprawy formalne. Pan Sedzia podal nam liste do podpisu, zapytal mnie jaki dlugo parcowalam u Kena, ile mialam godzin tygodniowo, jaka byla stawaka na godzine. Generalnie zauwazylam, ze oczekuje on od nas prostych i jasnych odpowiedzi i postanowilam sie trzymac tego szablony. Nastepnie zostalam poproszona o przedstawienie mojego stanowiska. Bylam przygotowana, miala poukladane w  glowie zdania i  zapisane w zeszycie, ktory zabralam ze soba zwroty. Po pierwszych moich zdaniach, adwokat Kena grzecznie przerwal i powiedzial, ze on nic nie rozumie z tego co ja mowie i nie mozemy ciagnac dalej tego spotkania bez tlumacza!..ale Pan Sedzia stwierdzil, ze on mnie rozumie i bedzie niezrozumiale kwestie tlumaczyl z angielskiego na angielski dla wszsytkich, ktorzy nie rozumiej:)
Pomyslalam, pierwszy punkt dla mnie:)
Ogolnie mialam wrazenie przez cale to spotkanie, ze Panu Sedziemu bardzo zalezy na sprawnym poprowadzeniu calosci i dojsciu do "consensusu" ..nawet mnie zaptya czy rozumiem co znaczy to slowo a ja przytaknelam i pomyslalam, ze pewnie by go zdziwilo jaki duzy odsetek Polakow rozumie taki fachowy zwrot :)
Zaczelam przedstawiac swoje stanowisko:
-ze nie otrzymywalam przyslugujacych mi przerw...
Pan Sedzia (on mial tylko glos) pouczyl mnie wczesniej,  ze teraz ja mowie a reszta slucha a pozniej oddamy glos drugiej stronie i ze jesli mam jakiekolwiek pytania do strony przeciwnej to procedura jest taka, ze zwracam sie do Sedziego a on jakby przekazuje to pytanie  do oponenta :)...troche smiesznie jak sie siedzi na przeciwko osoby do ktorej kieruje sie pytanie:)..ale ja sie na Sadach nie znam :)...moze to zwykla procedura ?
-powiedzialm, ze probowalam egzekwowacte przerwy, pytalam codziennie "pelniacego obowiazki" i codziennie ku uciesze z tego malego cyrku reszty zalogi zostawalam odsylana  z kwitkiem
-ze bylam w tutejszych Zwiazkach Zawodowych i pytalam czy plakat, ktory u nas w firmie glosi wszsem i wobec, ze przerwa mi sie nalezy jest zgodny z prawem
-ze nie mialam przewidzianych prawem 11 h przerw miedzy jednym dniem a drugim
Pan Sedzia co jakis czas zadwala mi pytania:  np poprosil mnie zebym dokladnie opowiedziala jaka byla reakcja na moje prosy o przerwy
....caly czas na przeciwko widzialam butne miny "druzyny Kena", wszyscy bardzo pewni siebie i moim zdaniem kompletnie nieprzygotowani!
..i nagle doszlo do niespodziewanego zwrotu akcji:)
Sedzia zapytal jak czesto zdarzaly sie takie za krotkie, np 10 h przerwy mniedzy dniami pracy?
ja- ze na pocztaku sporadycznie a z czasem coraz czesciej..np przez ostatnie 7 tyg pracy mialam przynajmniej razy na tydzien taka sytulacje ...i przewrocilam kartke mojego kajetu i odczytalam..np w  nocy z 4 na 5 maja mialam 9,5 h przerwy miedzy jedny a drugim dniem pracy!
Wszytskie nerwy swiata byly warte tej jednej chwili:)
...znudzone towarzystwo po drugiej stronie stolu zamarlo. Sedzia zapytal czy ja mam zapisane wszystkie dni ?..a ja na to, ze TAK !
(przypomnialy mi sie kreskowiki z dziecinstwa kiedy postacia z bajek..."opadaja kopary" :)
Sedzia - czy mozesz podac jakies inne przykladowe daty ?
ja - wszytskie ?
adwokat Kena : poprosimy o przerwe !!!!!!!! :)

środa, 25 marca 2009

Papieros a sprawa polska

Wlasnie uslyszalam, ze rzad w Polsce ma "fantastyczny" pomysl na oduczenie Narodu palenia papierosow....a mianowice chce wprowadzic zakaz eksponowania wyrobow tytoniowych, tzn jak bedzie sie chcialo kupic paczke "Sportow" to pani sklepowa bedzie je mogla trzymac tylko pod lada i wymienic marki jakie posiada...nie bedzie mogla papierosow wyeksponowac na polce.
.....a do Prima Aprilis jeszcze tydzien...:)...to po co takie zarty ?

Czekam na czas kiedy w Polsce jak w Irlandii bedzie calkowity zakaz planenia w miejscach publicznych! ...w dodatku nie martwy przepis........ a prawo wcielone w zycie!
Nie przemawiaja do mnie argumenty polskich  palaczy i wlascicieli wszelkiego rodzaju lokali gastronomicznych, od pubow po eleganckie restauracje, ze niby taki wlasnie przepis zagraza ich egzystencji.     Na pewno nie !

 W czasch gdy pierwsi Irlandczycy zasiedli w pubie nad pierwszym kuflem piwa i przy tej okazji zapalili byc moze dymka w Polsce panowal Mieszko Stary (1126 - 1202) oraz panowalo rozbicie dzielncowe:)........slowem, biegalismy jeszcze z dzidami:) NAJSTARSZY IRLANDZKI PUB DATUJE SIE NA 1198 ROK :)


...i Narod, ktory ma puby z ponad 800-letnia tradycja kilka lat temu wprowadzil powszechny zakaz palenia mniedzy innymi w pubach wlasnie ...i jakos one nie upadly a z tego co widze, chocby po naszej wiosce, maja  sie one wysmienicie ! :)
...jak klient chce zapalic, wychodzi na zewnatrz i juz !

A w kraju nad Wisla wciaz jedzac obiad gdziekolwiek "na miescie":)  musze byc biernym palaczem, musze jeszcze na nastepny dzien po spotkaniu z kolezankami wieczorem w knajpie, czuc na wszystkich rzeczach "cudowna" won tytonu.
Po 4 latach zycia w Irlandii bulwersuje mnie Piotr Machalica (ktorego tak kiedys lubilam) w przedpoludniowym programie TVN24, kiedy nad zastawionym sniadaniowym menu stolem pali sobie w najlepsze, dmuchajac dymem w twarz wszystkim obecnym niepalacym.

2 lata temu, przez pol roku pracowalam jako kelnerka w duzym, pieknym dublinskim pubie. Najstarszy bywalec tego przybytku, niejaki Christi obchodzil nawet w pubie swoje 90-urodziny. Niesamowity to widok, bo mlodsi  o 20 lat kumple - np 70-letni:) podawali mu plaszcz , gdy konczyl swoje codzienne 3 pinty Guinness-a i wybieral sie przed polnoca do domu...i nie dziwota, ze Christi sobie nie wyobrazal zycia bez pubu. Najmlodsze dziecko jakie widzialam w tym pubie to 1-tygodniowy Josh :) Mialam wrazenie, ze jednego dnia jego mama byla z nim w ciazy w pubie a na nastepny przyjechala  z nim w wozku .....do pubu:)

....nie ma przyzwyczajen, ktorych nie mozemy zmienic !..ale trzeba zmieniac madrze a nie udajac, ze tematu nie ma i chowajac go ...pod lade:)
---------------
A kolega mi wlasnie doniosl, ze to nieprawda, ze Brazen Head jest najstarszym pubem w Irlandii...to tylko Dublinczycy sie tak chwala. Jest jeszcze jeden starszy pub... pierwsze wzmianki o nim datuje sie na rok 900-setny !
...strach pomyslec z czym wtedy biegalismy?:)...dopiero za 66 lat od tej daty Mieszko I przyjmie Chrzest ..........a Irlandczycy juz siedza w pubach :)



wtorek, 24 marca 2009

Spacerologia

                 * kraj widze ogromny

                                                               * uwaga lece :)

                                    * kamlotem lutnac :)     
                                                     * fale pogonic :)

               * wegetarianska ryba :)...w dodatku zlota :)...szczescie przyniesie w milosci !

                                                             * byla linia ...i sie zmyla :)

              * ...kijem sobie porzucac:)

                            * zastanowic sie nad kruchoscia losu :)

                                                              * slad zosatwic:)

                                      * zasepiony L :)

                            * a morze plynie i olewa wszystko :)

                                * na plazy bezpiecznie jest :)



poniedziałek, 23 marca 2009

To miasto Rzym sie nazywa

Dobra juz nie poprawiam tamtych literowek :)...trudno niech tak to wszystko zostanie...to tez jest czesc mnie...te wszystkie bledy:) Zwariowany tydzien byl. Wszystko plany sie zaciesnily, bo wrocilam z Polski 3 dni po termninie...mgla byla :)
W srode pognalismy do urzedu zlozyc wszystkie mozliwe odwolania.....mam nadzieje, chwilowo- zawiesili moja nieodebrana przez opozniony lot kase. Trzeba czekac az jakas pani bedzie miala czas,przejrzy odwolanie i ewentualnie odwiesi moje pieniadze...oby !

W czwartek bylam swiadkiem na Bierzmowaniu corki kolezanki. Bylo bardzo uroczyscie. Kasia podala biskupowi karteczke z wszystkimi swoimi danymi, gdzie rowniez bylo umieszczone moje nazwisko (jako swiadka wlasnie) - to taka chwila, kiedy czlowiek sobie uswiadamia, ze ksiegi parafilane czesto sa jedynymi dokumentami, ktore potrafia przetrwac niejedna zawieruche dziejowa...i ze gdzies na drugim koncu Europy juz na zawsze bede zapisana:) Dodatkowo urzeklo mnie to, ze mala Kasia (tutaj dzieci przystepuja do sakramentu Bierzmowania rok po Komuni) na patronke tej donioslej dla niej chwil wybrala sobie sw. Roze...:)
..zupelnie nieswiadoma tego, ze wiekszosc moich znajomych zwarca  sie do mnie wlasnie ROZA (nie myslic z Różą) 
*na zdjeciu mala Rose (ang) z duza Rozą :)

W piatek odwiedzil nas moj daleki kuzyn z Killarney z zona i 1,5 rocznym synkiem. Bylo BARDZO milo. Impreza skonczyla sie probowaniem grapefruitowej Finlandi...pyszna! Informacja dodatkowa - Finlandi nie sluzy dluzsze niz 1-2 h przebywanie w zamrazalniku........ L mnie ostrzegal !

A w sobote pognalismy do Athy...pod sam Dublin na zalegle 40-ste urodziny Kamyka...i pobylismy u nich az do wczoraj. Rodzina Kamykow wlasnie wrocila z urodzinowej wycieczki do Rzymu, wiec od soboty glownie skupiam  sie na przeliczaniu najtanszych opcji odwiedzin Wiecznego Miasta:)...spisalam sobie namiary hoteliku, polaczenia i wszelkie potrzebne informacje:)...czyms  trzeba zyc :)
Chociaz jak sobie przypomne komentarz jednego z napotkanych w Irlandii Polakow, to sama juz nie wiem czy warto sie do tego Rzymu tluc?? ...taki prawdziwy Rodak, co wszystko potrafi naprawic, nida-gips polozyc, lazienke wyremontowac, rury przetkac i polozyc pieknie plytki...kolega ow mial kiedys okazje pracowac w swoim fachu przez rok caly w miescie Rzym wlasnie, wiec ja z wypiekami na twarzy pytam co widzial i ze pewnie niejedno zwiedzil...????

On - nic nie widzialem ! Ten caly Rzym, pani kochana, to przereklamowany jest...JEDNA WIELKA RUINA, wszystko sie do remontu nadaje!...takie Koloseum np to by mogli pieknie zrobic, ludzi wynajac  ...to zostawili odrapane przez tyyyyyle lat. Nic nie zwiedzalem, czasu szkoda na te gruzy!:)

...moze racja ??? :)



piątek, 20 marca 2009

WYJASNIENIE

Natepny post ma mase literowek, ale nie mam sily juz go dzis poprawiac...zrobie to jak sie szybko da. Przepraszam serdecznie...kto nie chce, niech na raze nie czyta ! :)
Zapracowana bezrobotna :)

czwartek, 19 marca 2009

Nie jestem przesądana !

Byłam  w Polsce i wróciłam.....miesiąc temu w momencie w ktorym bookowalismy bliety okazało sie, że najkorzystniejsza cene biletu mam kiedy polece 9-tego marca a wróce 13-tego. Trzynasty wypadal w piątek, ale ja przesadna NIE JESTEM ! Bilet kupłam jak postanowiłam.
Cały wyjazd przebiegał pomyslnie. Udało mi sie jak zawsze "zaliczyc" zestaw obowiazkowy emigrantki - dentystę (w moim wypadku ortodontkę), kosmetyczkę, solarium, bo tu słońca brak, fryzjera + tym razem mały bonusik (bo byłam bardzo krótko) w formie badań tarczycy - sama  sobie je zafundowaam, na dr Leonarda liczyc i tak nie mogę i bardzo jestem kontenta, bo wszystko w idealnym porządeczku :)
Należe do grupy pacjentow, ktorzy lubią co jakis czas się z wasnej inicjatywy przebadac.

...wstałam rano w piatek i poszłam na ostatne małe zakupy do pobliskiego centrum handlowego zawnego Hala Górecą. Chciałam jeszcze przy okazji wyciagnac z bankomatu troszke polskiej gotowki, zeby móc na lotnisku kupic gazety i cos do picia na podróż.
Procedura jak zwykle: wkładam karte, wbijam pin, wybieram kwote - 100 pln po chwili "namysłu" bankomat oddaje mi karte i czekam na kase...i czekam, i czekam, i czekam ..i sie nie doczekałam.
...matko i co teraz??, odejsc - moze "wypluje" moje pieniadze za chwilę?...ale ile moge czekac? Bankomat był przy banku. Weszlam tam i  jakas pani poinformowala mnie, że nie może mi udzielic żadnych informacji, bo karta jest irlandzka i ze jak wróce do Ire to powinnam w moim banku złożyc reklamację i ze od niej - czyli pani z polskiego banku- nie dostane żadnego, nawet najmniejszego potwierdzenia na pismie, ze miałam jakies klopoty...oraz z rozbrajając szczeroscią dodała, ze im sie takie sytułacje zdarzją, ale ze zwykle sprawa  się wyjasnia!
Na szczescie moja sytułacja zainteresowal sie roznież inny pracownik rzeczonego banku, ktory zadzwonił gdzie trzeba i sprawdzil, ze podobno bankomat  "nie odczytał" czipa z mojej karty i wszsytko jest w porzadku i żadna kasa nie została sciagnieta z konta (tak naprawde to sie na pewno okaże dopiero jak dojda wyciagi :( Niby chodzilo  "tylko" o 100 zlotych, ale jak powszechnie wiadomo nawet "marne" sto zlotych pieszo nie chodzi a jak sobie przypomnę jaka gotowkę czasmi wyciagałam z tego bankomatu to aż mnie zmroiło.

Niezrazona tym drobnym:) incydentem pomknełam dalej. A wieczorem na lotnisko bardzo sie ucieszyłam, bo jakimś cudem udało mi sie bez zadnych extra dopłat za nadbagaż przemknac przez wszystkie bramki  a nadbagażu było w sumie chyba cos z  7 kg, bo i bigos i schabowe, przyprawy Knorra, mydło w płynie Nivea, szampony, lekarstwa (Aspiryna, tabletki antyalergiczne, wiesiołek), herbata  z melisa, smietana  w proszku, krakowska podwędzana, chleb polski, serki topione, galaretka pomarańczowa na prawdziwej żelatynie, Finlandia Grapefruitowa, ozdoby na Wielkanoc, rzeżucha.... slowem wszystko co tutaj jest zupelnie niedostepne, albo ma taka cene, ze nas na takie rarytasy po prostu nie stac....oraz legalna ilosc 4 kartonów Marlboro, ktore sprzedane tutaj powoduja, ze bilet mam własciwie za darmo.
Nerwy na lotnisku mnie kiedyś do grobu wprowadza, bo to zawsze mega  stres i wielka loteria:
-przekazywane sobie przez wspołpasażerow w kolejce do odprawy informacje, ktory celnik czego sie czepia a który na nadprogramowe 2 kg przymknie oko
-pani celniczka, ktora dociekliwie mnie sprawda, ponieważ wyczuła jakiś drobny koralik na mojej bieliznie pod koszulka i nie wie czy to tylko aplikacja na Triumph-ie:) czy czeski plastik :)
-obiecywanie celnikowi, ze sosem tatarskim "Pegaz" na pewno nie zaatakuje pilota
-tłumaczenie się ze bramka przy przejsciu dzwoni jak szalona kiedy przez nia przechodze, bo mam metalowy aparat na zebach i mimo szczerych checi go nie zdejme:)
W koncu przeszłam, z usmiechem na ustach weszam jak Pudzian do samolotu udając, ze bagaż podręczny, który przepisowo powinien wazyc max 10 kg a waży conajmniej 15 wogole mi nie ciazy. Poprosiłam kogoś, żeby mi pomogł podnieśc torbe do luku - sama nigdy bym nie dała rady, usiadlam w fotel, panie stewardesy jak zawsze opowiedzialy nam co robic gdybysmy zaczęli spadac do oceanu, zapiełam pasy, napisalam do L sms-a, ze wlasnie ruszamy, wylaczylam komórke, wyciagnęłam swieży "Przekrój" ...samolot zakołował na pas startowy...i NIE RUSZYLISMY !
Po 10 minutach przemowil, do nas pan pilot, ze sie zrobilam mgla i na razie nie mamy zezwolenia z wiezy na start. Tak sobie posiedzielismy dobre 2,5 h w samolocie az koncu definitywnie ktos zadecydowal, ze nie polecimy. Wtedy zmeczone i lekko rozespane (byl srodek nocy ), czasmi z dziecmi na rekach a zawsze z olbrzymimi bagazami jakies 180 osob ruszylo do malego (jak na poczcie) okienka gdzie jedna, jedynaca pani do bialego rana pasazer po pasazerze przebookowywala nam bilety na kolejne wolne terminy. Mi trafil sie lot w poniedzialek wieczorem.
Skutki: w poniedzialek rano nie odebralam "kuroniwoki", we wtorek byl sw. Patryk i kto żyw po paradzie pił w pubach, w środę złożyłam w stosownym urzedzie głębokie, pisemne wyjasnienie dlaczego to mnie nie było i w regulaminowym czasie nie stawiałam sie na irlandzkiej poczcie po cotygodniowa kasę. Wyjaśnienie niniejsze poprałam kopiami biletow, zaświadczeniem z Portu Lotniczego Ławica na temat złego stanu pogody w piatek 13 marca Anno Domini 2009 i kopiami przebookowanego biletu.
Nigdy wiecej już nie kupię biletu na taką pechową datę ! Wole dopłacic !

niedziela, 8 marca 2009

Wiosna, panie sierżancie !



...ładna niedziela


A dzisiaj taki miły dzień był, słoneczna niedziela...Agnes z Piotrem wpadli na sałatkę, kwiatka dostłam, na spacer poszliśmy, wino było a po winie niezmiennie wszystko staje sie ładniejsze, ja sama się sobie bardziej podobam, przyszłosc widze jasna i swiatełko w tunelu:)
Jaki miły Dzien Kobiet!

...i nieodmiennie od lat ma takie samo uczucie, że jak się tarafi taki fajny dzień, to za chwilę musi cos łupnac z lewej flanki..tak dla równowagi, żeby nie było za pięknie i za wesoło..i od razu zaczynam sie bac i czuje sie winna jak bym coś złego zrobila. Jak by teraz musiała przyjsc "kara" za to, że przez chwilę bylo dobrze.

KONCZE Z TYM! Był miły dzień, bo mi sie należał, nie musze sobie na niego zasłużyc !!
Czasami są miłe dni a ja potrafie sie cieszyc glupotami np tym, ze wino kupiliśmy:) i nie będę za to 
musiała "zapłacic" jakąś odpowiednio proporcjonalną życiową, mała porażką!!!
KONCZE Z TYM, definitywnie !
Tak własnie postanowiłam!




A dzisiaj taki miły dzień był, słoneczna niedziela...Agnes z Piotrem wpadli na sałatkę..........i juz :)

"Goniec niedzielny" :(


Taka informacje właśnie przeczytalismy. Cała Irlandia mowi o Cloyne !
...szkoda, ze w takim kontekscie... :(

"Były sekretarz trzech papieży, w tym Jana Pawła II, irlandzki biskup John Magee zrzekł się praw i obowiązków diecezjalnych, zachowując tytuł biskupa Cloyne (hrabstwo Cork). Powodem rezygnacji są sprawy seksualnego molestowania niepełnoletnich w Cloyne przez dwóch księży.
Biskupowi Magee zarzucano, że nie zawiadomił policji ani służb socjalnych o znanych mu przypadkach molestowania seksualnego nieletnich przez dwóch księży, czego wynikiem było wniesienie przeciwko diecezji czterech powództw cywilnych przez domniemanych pokrzywdzonych.

Raport kościelnej komisji ds. ochrony dzieci NBSC (The National Board for Safeguarding Children) z 19 grudnia ub.r. ustalił, że władze diecezjalne zrobiły niewiele dla ochrony dzieci, pomimo otrzymania wiarygodnych skarg na księży, a tym samym naraziły nieletnich na dalsze upokorzenia."


*całośc informacji na ten temat:

...mialam jutro na 11.00  isc na Sumę, ale teraz to już sama nie wiem co robic? I to wszsytko w wiosce, ktorej nie ma nawet na przecietnych mapach, bo taka jest mała. Teraz sie wyjaśniło, dlaczego widzielismy ostatnio TV pod spożywczym !!!

...a L mowi ....widzisz Anula! a mowiłem ze w Cloyne jest wszystko czego człowiekowi potrzeba do życia , i poczucia ze jest się w środku światowych wydarzeń tez jest sprawa niebagatelna!  Jednak nie żaluje decyzji o wyprowadzce z Cork . Fakt,  o sprawie  szemrano od dawna, ale nie wiedziałem ze nasz biskup byl takim kolesiem w Watykanie. Cloyne - RULEZZ !

...zanim sie zaczeło

Swoja głęboka, fachowa wiedze na temat sądownictwa anglosaskiego czerpie w całosci z namiętnego oglądania Ally McBeal, wiec trochę bałam się sie procesu. 

Wcześniej byłam tylko raz na rozprawie i to w charakterze świadka, w dodatku było to bardzo dawno temu i wszyscy w tym Sądzie, w którym była mówili biegle po polsku....tutaj miało być inaczej. Zanim spotkaliśmy sie z moimi oponentem, żeby w miłej atmosferze przedyskutować parę kwestii dotyczacych irlandzkiego Kodeksu Pracy....dużo wcześniej....ściągnęłam sobie z netu bardzo prosty i szczegółowo opisany pozew do Sądu, pięknie go wypełniła wysłuchawszy od wszystkich Świętych "slow otuchy" w rodzaju, ze Ken mnie zniszczy!!!, dostane "wilczy bilet" i ze nie warto zadzierać z takim bossem, bo może to sie dla mnie źle skończyć.

Po przemyśleniach doszłam jednak do wniosku ze nie mieszkam w Gabonie, gdzie żyją tylko plantatorzy orzeszków ziemnych...a w kraju należaczym do UE, gdzie jest Policja, Sądy i gdzie jestem wolnym człowiekiem.

Sąd Sądem, ale sprawiedliwość musi być po mojej stronie!:)

Wniosek wypełniłam i wraz z wymaganym proceduralnie powiadomieniem Kena wysłałam...ciekawe w Ire jest to, ze nawet tak oficjalne pisma jak pozew do Sądu wysyła sie listem zywklym:)...one po prostu nie gina, juz sie do tego przyzywczailam:)

Uzasadnienie do pozwu na wniosku zajmuje trzy 5-cmetrowe linijki, wiec wpisałam tam tylko informacje, ze czas pracy i przerw nie był zgodny z Kodeksem Pracy z 1997 roku...i tyle (to w zupełności wystarczyło)

Chyba po ponad 2 miesiącach dostałam powiadomienie, ze moj pozew został formalnie przyjęty i sprawa ma nadany nr. Krótko po tym tez Kancelaria Adwokacka wynajęta przez Kena przysłała mi pismo, w którym prosiła mnie o szczegółowe wyjaśnienie, o co mi chodzi.....po konsultacjach z zaprzyjaźniona prawniczka z Polski postanowiłam na to pismo wogóle nie odpowiadać.

...ale zaczęłam  sie coraz bardziej bać. 

W końcu po prawie pól roku oczekiwania wyznaczono nam datę i miejsce rozprawy pojednawczej....a mianowicie mięliśmy sie spotkać w hotelu...tak tak, Sądy w Irlandii wynajmują na takie pierwsze spotkania salki konferencyjne w hotelach...kawa, ciasteczka, napoje:)...zeby bylo miło i niezobowiązujaco chyba :)

...cisnienie roslo...Napisałam do  Sadu prośbę o przydzielenie mi tłumacza  z urzędu, ale dostałam odpowiedz odmowna a upieranie sie przy swoim znów odwlekło by o kilka conajmniej miesięcy termin rozprawy, wiec postanowiłam iść na żywioł.

Dnia 10 grudnia stawiłam sie stosownie ubrana, z kajecikiem zapisanym moimi "wątami" do Kena w recepcji hotelu i dowiedzialma sie od pracującej tam pani, ze ma chwileczke poczekać.

Po chwili przyszedł Pan Sędzia, starszy dystyngowany pan. Grzecznie sie ze mną przywitał, zapytał czy może sie do mnie zwracać po imieniu, bo moje nazwisko jest dla niego niewypowiadane:) i poinformował mnie, ze wie, ze prosiłam o tłumacza i ze w związku z tym mam pełne prawo w każdej chwili poprosić o przerwanie rozprawy i on wyznaczy wtedy inny termin juz z tłumaczem...ale na razie będziemy próbowac sami sie dogadywać:)

Po 15 minutach, spóźniony i ubrany w polarowa bluzę (co mnie troche zdziwiło, bo w pracy zwykle występuje conajmniej w koszuli i krawacie),  w obstawie managera z naszego supersamu, adwokata i asystentki adwokata....wpadł Ken.

Przeszlismy do salki konferencyjnej zamienionej na sale rozpraw...na szczycie stołu  zasiadł Pan Sędzia, po jednej stronie 4 osobowa drużyna Kena  a po drugiej stronie mala biedna Roza czyli ja...myślałam, ze umrę ze strachu:)...i sie zaczęło.............

 

sobota, 7 marca 2009

TO

Zrobiłam sałatkę...wyczynowiec jestem, bo znalazłam w tej krainie szczęśliwości....seler  !.. a trzeba sie wykazać nielada sprytem:)

...najpierw zjem duża porcje sałatki, czyli  ok 500 kilo kalorii ponad normę a później poćwiczę sobie na ......nie wiem jak TO sie nazywa??...pożyczyliśmy TO dzis od Jadzi. Taki przyrzad gimnastyczny do cwiczenia brzuszkow :)...wygląda imponująco!

Jadzia mówi, ze na razie go nie używa i nam go na jakiś czas dala w "dzierżawę”:) a nam sie bardzo przyda, bo od tego stacjonarnego trybu życia obrastamy w tłuszcz  i boimy się pojawienia odleżyn.

Nie cierpie tak siedzieć bezczynnie i jednoczesnie tez nie mogę sie zmotywować do robienia czegokolwiek systematycznie...Az  sie sama sobie dziwie, ze na razie te wpisy na blogu jakoś mi ida:)..ze po prostu sie "spinam", żeby cos napisać:)


 .....o .......dopiero teraz widze, że mamy jeden krzywy widelec :)...  i że naprawde przydałby nam sie aparat foto...z komórki dobrego zdjecia sie nie zobi, żeby sie człowiek nawet wsciekł:)

piątek, 6 marca 2009

Jest robota !

....szkoda, że nie mam kwalifikacji...:)

MŁODSZY OPIEKUN FOK - Holandia

Opis stanowiska pracy

 Ważenie fok (zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz, także podczas deszczu i chłodnej pogody)

  • Przygotowywanie jedzenia
  • Podawanie leków
  • Podawanie jedzenia
  • Czyszczenie pomieszczeń (m.in. płukanie wodą, usuwanie odchodów) - czynności są wykonywane zarówno w budynkach jak i na powietrzu
  • Czynności administracyjne

 Wymagania

 Doświadczenie lub wykształcenie związane z opieką nad zwierzętami lub pielęgniarstwem szpitalnym

  • Dobra znajomość języka angielskiego (zarówno w mowie, jak i piśmie)
  • Gotowość podjęcia zatrudnienia na dłuższy okres (wola długoletniego pobytu w Holandii)
  • Umiejętność obsługi komputera
  • Elastyczność (praca zmianowa, także w weekendy)
  • Gotowość na pracę w niehigienicznych warunkach (m.in. usuwanie foczych odchodów)
  • Kandydaci nie mogą bać się zwierząt
  • Pod uwagę nie będą brane osoby w ciąży (w związku z wymogiem szczepienia)
  • Gotowość przyjęcia szczepienia lub bycie zaszczepionym na grypę
  • Praca zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz (także podczas deszczu i chłodnej pogody)

czwartek, 5 marca 2009

Wakacje w Barcelonie

Mamy jednak szansę na egzotyczne, ciepłe wakacje mimo tego, że pracy nie ma i się nie zanosi.

Sądze sie z byłym pracodowaca - dla ułatwienia podaje, ze to nie dlatego jestem bezrobotna:) Pracowałam sobie spokojnie w takim większym supersamie, siedziałam (a raczej stałam) przy kasie i nie dostawłam przysługujacych mi przerw. Na tablicy z informacjami dla pracownikow wisiał piękny, duży plakat z rozpiska jakie długie i kiedy powinnam miec przerwy. Plakat wisiał na poczesnym miejscu, tak żeby np. każda kontrola z tutejszego Sanepid-u nie mogla obok niej przejsc i zeby taki piękny plakat zostal niesłusznie niezauważnony.
..o dziwo informacje na powyższym plakacie były zupełnie niezauważalne przez mojego szefa ! Zaczelam (najpierw) mała walke. Codziennie w porze w której powinnam dostac przerwe szłam do pełniacego obowiazki :) i pytalam czy moge sie udac do pokoju socjalnego odpoczac .....tak jak stoi napisane w pismie !
On oczywiscie mowił mi, ze NIE, bo zanim zaczelam w tym sklepiczku swoja burzliwa acz krotkotrawla "kariere" nikt nie wyskakiwal nawet za takimi "durnymi" pytaniami. 

Kieran informowal mnie codzień, ze ww. plakat jest nieaktualny!
Ja - to dlaczego wisi ? proszę go sciagnąc !
Kieran - ok, sciagne go a teraz wracaj do pracy....

...i tak przez kilka dobrych tygodni...taki dzień świstaka a plakat wisi w najlepsze. Wszyscy maja ubaw a ja codziennie powtarzam ta samą procedurę. Przesmieszne:(...szczegonie jak sie stoi 10 h przy kasie i żeby wyjsc do toalety trzeba się pytac o pozwolenie, jak by sie było w grupie Muchomorków a nie pracownikiem renomowanej sieci marketów.

W celu zweryfikowania informacji z plakatu z irlandzkim prawem pracy udałam sie nawet do SIPTU czyli tutejszych Zwiazkow Zawodowych, gdzie się oczywiscie okazało, ze plakat nie kłamie.
Moje pokojowe próby rozwiazania konfliktu nie dały rezultatu (a co ja...ONZ jestem, pomyslałam:).... zaczełam szukac innej pracy i dośc szybko ja znalazlam w mojej wsi.
Ponieważ nowa praca byla od zaraz, poszłam do szefa złożyc mu ustne wypowiedzenie i powiedziałam, ze chciałabym z nim porozmawiac i żeby mi dał znc kiedy bedze miła dla mnie chwilke czasu. Powiedzial "słucham" 
:( niewychowany burak :(, wiec przy osobach trzecich i jego małoletnich córkach, ktore własnie przyszly odwiedzic tatusia  w pracy wyjasniłam o co chodzi.
Ken wpadl w szał (był czas urlopow i brakowało mu ludzi), zaczał sie na mnie drzec (prawie 2 m wielki facet, troche sie nawet wystraszyłam) Darł paszcze, ze on jest dla mnie taki dobry jak ojciec narodów, ze mi daje urlopy kiedy ja potrzebuję, idzie mi na rekę w każdej sprawie i jest 100% w porządku, w każdym calu po prostu a ja mu takie świnstwo robię i że jak tak to mam  s*...lac natychmast i nie musze już nawet siedziec  do konca zmiany !
Trzęsacym sie głosem zaczełam mowic, ze wcale nie jest taki w porządku, że oszukuje nas na kazdym kroku, ze łaze od tygodni pytac codziennie o przerwy, które należa mi sie jak psu zupa :) i cała firma ma codzienne przedstawienie i mały cyrk i że własnie dlatego jak tylko znalazłam pracę nie ma tu zamiaru siedziec ani jednego dnia dlużej.
....Ken oszalał....zaczał tak wymachiwac łapami i tak sie wydzierac, ze po prostu wyszłam...wybiegł za mna jeszcze drac się, że ma zdac przed wyjsciem mundurek, bo mi za niego odliczy kasę z ostatniego tygodnia...
Tego juz bylo za dużo ! Obiecałam sobie,ze podam go do Sądu Pracy ...co tez uczyniłam. To było w zeszłym roku...dzis jestem po rozprawie (opisze w nastenym odcinku, bo to ciekawe)  Nie przyjełam proponowanych przez Kena warunkow ugody, chce więcej kasy niż on proponuje. Czekam na wyrok niezawisłego Sadu:)

Po nocach sni mi sie olbrzyma kasa, ktora wygram w tym procesie:)..i wakacje w Barcelonie. Kupiłam juz nawet na ta intencje przewodnik po mieście i olejek do opalania z wysokim filtrem :)

Riwiera

Nie lubię małych wsi. Kocham duże miasta, żeby był tłum, tramwaje, metro, uliczne korki, muzea, knajpy, żeby stale był pęd i cos  sie działo, żebym była anonimowa. Wieś może jest fajna na wakacje, ale ja juz nawet na wakacje nie chciałabym jechać w jakieś zaciszne, urokliwe miejsce. Ani jednej owcy więcej!

Ja chce jechać gdzieś, gdzie pełna piersią można oddycha spalinami i gdzie jest słonce, upal, gdzie chodzenie w sandałach w lipcu nie grozi zapaleniem pęcherza i odmrożeniami:)

....ale na razie siedzimy tutaj.....w urokliwej, malej wiosce na koncu świata.

W styczniu byliśmy "służbowo"  na kilka dni w Holandii. Tam odżyłam. Amsterdam jest piękny, dziki, wszedzie pełno ludzi i nikogo nie znam z widzenia!

Holandie juz zwiedzałam wcześniej i kiedyś mi sie wydawało, ze tam jest szaro i mało słońca....wszystko jest jednak względne. Teraz to dla mnie riwiera:)

Nawet w styczniu świeci tam słonce. U nas większość roku jest szaro i pada. Psycha siada totalnie. 

....a teraz juz szczególnie. Z naszych bliższych i dalszych znajomych większość jest na zasiłkach. Jedynie polski pleban ma gwarantowany stały etat, ale pracuje w niedziele i nikt mu za to doubla płacic nie chce:)

?

Mam nadzieje, ze sułchacie sobie podczas czytania bloga "mojej muzyki" - wystarczy kliknac play pod napisem last.fm ?
L sie tak namęczył żeby ją tutaj wmontowac:) 

Wizytacja

Wcześnie wczoraj wstałam, bo wczoraj był "ciężki" dzien....jak dla bezrobotnej. Byliśmy znów w urzędzie! Tym razem pełen sukces! :)

Udało nam sie w końcu...chyba po 3 miesiącach złożyc ostatnie juz (mam nadzieje) wnioski i jeszcze za jednym zamachem  "zaliczyliśmy" .........wizytacje urzędnika:)

Taka jest po prostu procedura, ze ktoś musi przyjść do nas do domu i sprawdzić jak mieszkamy, żeby nam przyznać dodatek mieszkaniowy. Trochę to było dla mnie zabawne a trochę stresujące, bo właściwie, co on ma sprawdzać? Czy bedzie grzebał po szafach, sprawdzi nam lodówkę i przejedzie palcem po półkach czy nie ma kurzu ???

Na szczęście nie!:)    Barry "wpadł" do nas na chwilkę, godzinkę po tym jak my "wypadliśmy" od niego. Grzecznie poprosił czy możemy mu pokazać mieszkanie, popytał co ostatnio robiliśmy, zaciekawił sie malowniczym widokiem za oknem, kazał nam obiecać, ze jak byśmy wygrali w totolotka albo zanalezli prace (oczywiscie w obecnej sytułacji mamy świadomośc tego, ze wygranie w lotka jest bardziej prawdopodobne, niż znalezienie pracy) to powiadomimy go niezwłocznie..........i juz..........po wszystkim...mamy dodatek na mieszkanie!

Huuuuuuuraaaaaaaaaaa :)

środa, 4 marca 2009

Bogate wnętrze :)

Czasami  w człowieku coś drzemie i musi dac temu jakis upust.........zaczyna pisac bloga :)

Anomalie



A dzis rano wstalismy i za oknem bylo zupełnie biało...nawet owce nie wyszły dziś na ląke....zimnica :)


Podróże kształcą

...jeszcze o Pakistańczykach:)

Jakiś czas po tym jak tam zaczęłam pracować okazało sie, ze 2 z 3 moich egzotycznych, małoletnich kolegów intesywnie poszukuje żony. Stale byłam przepytywana na okoliczność czy znam jakieś porządne (najlepiej praktykujące Islam, ale nie jest to warunek konieczny:) Polki. Nie musi być blondynka, byle była wesoła, mila, niewyzywająca!!!....... bo szczupła, zgrabna, ładna i tak bedzie jak by z definicji wedlug nich:) - niestety Irlandki w przewarzającej części raczej w nadmiarze żadnej z tych cech nie posiadają:)

Mówie, ze  jestem w wieku, w którym moje koleżanki posyłają juz swoje pociechy do 5 klasy podstawówki ...i wszystkie juz maja mężów...ale obiecałam, ze będę pamiętała i jakbym znalazła kogoś zainteresowanego to dam znać :)

Zadziwia mnie ich zaciekawienia Polską. Szczególnie Ali pyta o wszystko:)

-jak długo jedzie sie z jednego końca Polski na drugi??...Co ja mam na takie pytanie odpowiedzieć???...sa takie drogi i takie korki, że 1000 km, ze wschodu na zachód, można jechać nawet cała dobę.

- czy to prawda, ze w Polsce bardzo kradną samochody?

- a jak wygląda polskie miasto a jak wieś..czy jest podobna do Cloyne?

- czy to, że mowie ze w Wielkim Poście i w Adwencie szanujący sie Katolik nie powinien tańczyć oznacza, ze resztę roku cały swój wolny czas spędzamy w dyskotekach?

 Z ciekawostek-blachostek:) okazało sie również, ze najlepszy na świecie szafran produkuje sie głownie w Pakistanie...rosną tam całe pola krokusów, z których mozolnie wyrywa sie żółtawe słupki(?) kwiatowe a następnie suszy je na słońcu. Co ciekawsze...szafran po pakistańsku nazywa  się SZAFRAN :) To najdroższa przyprawa na świecie!

 Poruszaliśmy tez tematy drażliwe...porwanie przez tabibow naszego Rodaka. Oni niestety zawsze tłumaczą, że to nie Pakistańczycy to zrobili, tylko jakieś bandy zamieszkujące pogranicze pakistańsko - afgańskie. Za bardzo do mnie te argumenty nie przemawiają. Wołałam jednak nie dyskutować, żeby sie nie denerwować:(...przecież to co się tam dzieje to nie wina Sama czy Alego:(

 Za to brat szefa- obecnie zamieszkujący w Pakistanie - postanowił studiować informatkę w Polsce:) Nigdy wcześniej nie by nawet w Europie, ale czytał, ze u nas studia są na bardzo wysokim poziomie i w dodatku za darmo. W zawiazku z tym doradzam całej rodzinie Razy cwczenia wymowy mojego imienia, co jest dla nich bardzo trudne, ponieważ wróże bratu Razy żonę Polkę a jak by miała mieć na imię.... jak nie Ania ????.....w mojej klasie w LO było nas 6 !

wtorek, 3 marca 2009

Ogłoszenia drobne


Tak sobie pomyslalam, ze moze ktos by byl zaintesowany, bo ceny nieruchomosci spadaja...
800-letni zamek jest do kupienia, stan dobry.
Tel kontaktowy na zdjeciu...dzwonic po 14.00:)


poniedziałek, 2 marca 2009

Zęby

Za tydzień znów lece na chwilkę do Poznania "podkręcić" zęby. Dla niewtajemniczonych...od 1,5 roku  mam stały aparat na zębach. Zostało mi jeszcze jakieś 6 miesięcy i będę miała hollywodzki uśmiech

...miejmy nadzieje, 

...jak Bóg da, 

...jak dożyje:)

 Człowiek nigdy nie jest pewien przyszłości a mama mojego szwagra z nieskrywanym zdziwieniem zapytała w lipcu 2007 roku, widząc mnie pierwszy raz w uzbrojonej szczęce...."po co sobie teraz, NA STAROSC zęby prostujesz?"

Trochę mnie przytkało:), ale sobie szybko obliczyłam, ze mi zostało (przynajmniej statystycznie:) jakieś 40 lat życia.... z tego, chociaż 20 z własnymi zębami...to chyba jednak warto:)

Latam tak samolotami co 8-10 tyg. Nigdy bym w to wcześniej nie uwierzyła, ze Airbus z Cork do Londynu bedzie dla mnie jak PKS z Poznania do Kutna....szybka przesiadka, nuda na lotnisku i kolejny PKS z Londynu na Ławicę.

Na szczęście od niedawna mamy w końcu bezpośrednie loty Cork ---> Poznań----> Cork. Za taki bilet (w te i nazad, jak mówią na Dębcu) zapłaciłam 64 euro:)

Tanio jak porównam odległość jaka przebyłam ostatnio pociągiem na trasie Pabianice--->Poznań Starołęka.

 

Rachunek jest prosty:

2,5 tys. km w 2 h i trochę  (Wizzar)

250 km w 5,5 h                  (PKP)

  Przeraził mnie ten pociąg osobowy, lepił sie od brudu i od stacji Kornik do stacji Poznań zatrzymał sie 5 razy.

 

ZBIERANIE GRZYBOW PODCZAS JAZDY SUROWO ZABRONIONE! *

 

*Dyrekcja PKP

-----------------------------------------------------

Bedzie zmiana ciśnienia, nieomylnie to czuje...zęby mnie bola, bo ciśnienie zmienia naprężenia gumek i drucików na mojej szczęce:)

Padac bedzie jak nic  ! :)