


Swoja głęboka, fachowa wiedze na temat sądownictwa anglosaskiego czerpie w całosci z namiętnego oglądania Ally McBeal, wiec trochę bałam się sie procesu.
Wcześniej byłam tylko raz na rozprawie i to w charakterze świadka, w dodatku było to bardzo dawno temu i wszyscy w tym Sądzie, w którym była mówili biegle po polsku....tutaj miało być inaczej. Zanim spotkaliśmy sie z moimi oponentem, żeby w miłej atmosferze przedyskutować parę kwestii dotyczacych irlandzkiego Kodeksu Pracy....dużo wcześniej....ściągnęłam sobie z netu bardzo prosty i szczegółowo opisany pozew do Sądu, pięknie go wypełniła wysłuchawszy od wszystkich Świętych "slow otuchy" w rodzaju, ze Ken mnie zniszczy!!!, dostane "wilczy bilet" i ze nie warto zadzierać z takim bossem, bo może to sie dla mnie źle skończyć.
Po przemyśleniach doszłam jednak do wniosku ze nie mieszkam w Gabonie, gdzie żyją tylko plantatorzy orzeszków ziemnych...a w kraju należaczym do UE, gdzie jest Policja, Sądy i gdzie jestem wolnym człowiekiem.
Sąd Sądem, ale sprawiedliwość musi być po mojej stronie!:)
Wniosek wypełniłam i wraz z wymaganym proceduralnie powiadomieniem Kena wysłałam...ciekawe w Ire jest to, ze nawet tak oficjalne pisma jak pozew do Sądu wysyła sie listem zywklym:)...one po prostu nie gina, juz sie do tego przyzywczailam:)
Uzasadnienie do pozwu na wniosku zajmuje trzy 5-cmetrowe linijki, wiec wpisałam tam tylko informacje, ze czas pracy i przerw nie był zgodny z Kodeksem Pracy z 1997 roku...i tyle (to w zupełności wystarczyło)
Chyba po ponad 2 miesiącach dostałam powiadomienie, ze moj pozew został formalnie przyjęty i sprawa ma nadany nr. Krótko po tym tez Kancelaria Adwokacka wynajęta przez Kena przysłała mi pismo, w którym prosiła mnie o szczegółowe wyjaśnienie, o co mi chodzi.....po konsultacjach z zaprzyjaźniona prawniczka z Polski postanowiłam na to pismo wogóle nie odpowiadać.
...ale zaczęłam sie coraz bardziej bać.
W końcu po prawie pól roku oczekiwania wyznaczono nam datę i miejsce rozprawy pojednawczej....a mianowicie mięliśmy sie spotkać w hotelu...tak tak, Sądy w Irlandii wynajmują na takie pierwsze spotkania salki konferencyjne w hotelach...kawa, ciasteczka, napoje:)...zeby bylo miło i niezobowiązujaco chyba :)
...cisnienie roslo...Napisałam do Sadu prośbę o przydzielenie mi tłumacza z urzędu, ale dostałam odpowiedz odmowna a upieranie sie przy swoim znów odwlekło by o kilka conajmniej miesięcy termin rozprawy, wiec postanowiłam iść na żywioł.
Dnia 10 grudnia stawiłam sie stosownie ubrana, z kajecikiem zapisanym moimi "wątami" do Kena w recepcji hotelu i dowiedzialma sie od pracującej tam pani, ze ma chwileczke poczekać.
Po chwili przyszedł Pan Sędzia, starszy dystyngowany pan. Grzecznie sie ze mną przywitał, zapytał czy może sie do mnie zwracać po imieniu, bo moje nazwisko jest dla niego niewypowiadane:) i poinformował mnie, ze wie, ze prosiłam o tłumacza i ze w związku z tym mam pełne prawo w każdej chwili poprosić o przerwanie rozprawy i on wyznaczy wtedy inny termin juz z tłumaczem...ale na razie będziemy próbowac sami sie dogadywać:)
Po 15 minutach, spóźniony i ubrany w polarowa bluzę (co mnie troche zdziwiło, bo w pracy zwykle występuje conajmniej w koszuli i krawacie), w obstawie managera z naszego supersamu, adwokata i asystentki adwokata....wpadł Ken.
Przeszlismy do salki konferencyjnej zamienionej na sale rozpraw...na szczycie stołu zasiadł Pan Sędzia, po jednej stronie 4 osobowa drużyna Kena a po drugiej stronie mala biedna Roza czyli ja...myślałam, ze umrę ze strachu:)...i sie zaczęło.............
Zrobiłam sałatkę...wyczynowiec jestem, bo znalazłam w tej krainie szczęśliwości....seler !.. a trzeba sie wykazać nielada sprytem:)
...najpierw zjem duża porcje sałatki, czyli ok 500 kilo kalorii ponad normę a później poćwiczę sobie na ......nie wiem jak TO sie nazywa??...pożyczyliśmy TO dzis od Jadzi. Taki przyrzad gimnastyczny do cwiczenia brzuszkow :)...wygląda imponująco!
Jadzia mówi, ze na razie go nie używa i nam go na jakiś czas dala w "dzierżawę”:) a nam sie bardzo przyda, bo od tego stacjonarnego trybu życia obrastamy w tłuszcz i boimy się pojawienia odleżyn.
Nie cierpie tak siedzieć bezczynnie i jednoczesnie tez nie mogę sie zmotywować do robienia czegokolwiek systematycznie...Az sie sama sobie dziwie, ze na razie te wpisy na blogu jakoś mi ida:)..ze po prostu sie "spinam", żeby cos napisać:)
Ważenie fok (zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz, także podczas deszczu i chłodnej pogody)
Wymagania
Doświadczenie lub wykształcenie związane z opieką nad zwierzętami lub pielęgniarstwem szpitalnym
Nie lubię małych wsi. Kocham duże miasta, żeby był tłum, tramwaje, metro, uliczne korki, muzea, knajpy, żeby stale był pęd i cos sie działo, żebym była anonimowa. Wieś może jest fajna na wakacje, ale ja juz nawet na wakacje nie chciałabym jechać w jakieś zaciszne, urokliwe miejsce. Ani jednej owcy więcej!
Ja chce jechać gdzieś, gdzie pełna piersią można oddycha spalinami i gdzie jest słonce, upal, gdzie chodzenie w sandałach w lipcu nie grozi zapaleniem pęcherza i odmrożeniami:)
....ale na razie siedzimy tutaj.....w urokliwej, malej wiosce na koncu świata.
W styczniu byliśmy "służbowo" na kilka dni w Holandii. Tam odżyłam. Amsterdam jest piękny, dziki, wszedzie pełno ludzi i nikogo nie znam z widzenia!
Holandie juz zwiedzałam wcześniej i kiedyś mi sie wydawało, ze tam jest szaro i mało słońca....wszystko jest jednak względne. Teraz to dla mnie riwiera:)
Nawet w styczniu świeci tam słonce. U nas większość roku jest szaro i pada. Psycha siada totalnie.
....a teraz juz szczególnie. Z naszych bliższych i dalszych znajomych większość jest na zasiłkach. Jedynie polski pleban ma gwarantowany stały etat, ale pracuje w niedziele i nikt mu za to doubla płacic nie chce:)
Wcześnie wczoraj wstałam, bo wczoraj był "ciężki" dzien....jak dla bezrobotnej. Byliśmy znów w urzędzie! Tym razem pełen sukces! :)
Udało nam sie w końcu...chyba po 3 miesiącach złożyc ostatnie juz (mam nadzieje) wnioski i jeszcze za jednym zamachem "zaliczyliśmy" .........wizytacje urzędnika:)
Taka jest po prostu procedura, ze ktoś musi przyjść do nas do domu i sprawdzić jak mieszkamy, żeby nam przyznać dodatek mieszkaniowy. Trochę to było dla mnie zabawne a trochę stresujące, bo właściwie, co on ma sprawdzać? Czy bedzie grzebał po szafach, sprawdzi nam lodówkę i przejedzie palcem po półkach czy nie ma kurzu ???
Na szczęście nie!:) Barry "wpadł" do nas na chwilkę, godzinkę po tym jak my "wypadliśmy" od niego. Grzecznie poprosił czy możemy mu pokazać mieszkanie, popytał co ostatnio robiliśmy, zaciekawił sie malowniczym widokiem za oknem, kazał nam obiecać, ze jak byśmy wygrali w totolotka albo zanalezli prace (oczywiscie w obecnej sytułacji mamy świadomośc tego, ze wygranie w lotka jest bardziej prawdopodobne, niż znalezienie pracy) to powiadomimy go niezwłocznie..........i juz..........po wszystkim...mamy dodatek na mieszkanie!
Huuuuuuuraaaaaaaaaaa :)
...jeszcze o Pakistańczykach:)
Jakiś czas po tym jak tam zaczęłam pracować okazało sie, ze 2 z 3 moich egzotycznych, małoletnich kolegów intesywnie poszukuje żony. Stale byłam przepytywana na okoliczność czy znam jakieś porządne (najlepiej praktykujące Islam, ale nie jest to warunek konieczny:) Polki. Nie musi być blondynka, byle była wesoła, mila, niewyzywająca!!!....... bo szczupła, zgrabna, ładna i tak bedzie jak by z definicji wedlug nich:) - niestety Irlandki w przewarzającej części raczej w nadmiarze żadnej z tych cech nie posiadają:)
Mówie, ze jestem w wieku, w którym moje koleżanki posyłają juz swoje pociechy do 5 klasy podstawówki ...i wszystkie juz maja mężów...ale obiecałam, ze będę pamiętała i jakbym znalazła kogoś zainteresowanego to dam znać :)
-jak długo jedzie sie z jednego końca Polski na drugi??...Co ja mam na takie pytanie odpowiedzieć???...sa takie drogi i takie korki, że 1000 km, ze wschodu na zachód, można jechać nawet cała dobę.
- czy to prawda, ze w Polsce bardzo kradną samochody?
- a jak wygląda polskie miasto a jak wieś..czy jest podobna do Cloyne?
- czy to, że mowie ze w Wielkim Poście i w Adwencie szanujący sie Katolik nie powinien tańczyć oznacza, ze resztę roku cały swój wolny czas spędzamy w dyskotekach?
Za tydzień znów lece na chwilkę do Poznania "podkręcić" zęby. Dla niewtajemniczonych...od 1,5 roku mam stały aparat na zębach. Zostało mi jeszcze jakieś 6 miesięcy i będę miała hollywodzki uśmiech
...miejmy nadzieje,
...jak Bóg da,
...jak dożyje:)
Człowiek nigdy nie jest pewien przyszłości a mama mojego szwagra z nieskrywanym zdziwieniem zapytała w lipcu 2007 roku, widząc mnie pierwszy raz w uzbrojonej szczęce...."po co sobie teraz, NA STAROSC zęby prostujesz?"
Trochę mnie przytkało:), ale sobie szybko obliczyłam, ze mi zostało (przynajmniej statystycznie:) jakieś 40 lat życia.... z tego, chociaż 20 z własnymi zębami...to chyba jednak warto:)
Latam tak samolotami co 8-10 tyg. Nigdy bym w to wcześniej nie uwierzyła, ze Airbus z Cork do Londynu bedzie dla mnie jak PKS z Poznania do Kutna....szybka przesiadka, nuda na lotnisku i kolejny PKS z Londynu na Ławicę.
Na szczęście od niedawna mamy w końcu bezpośrednie loty Cork ---> Poznań----> Cork. Za taki bilet (w te i nazad, jak mówią na Dębcu) zapłaciłam 64 euro:)
Tanio jak porównam odległość jaka przebyłam ostatnio pociągiem na trasie Pabianice--->Poznań Starołęka.
Rachunek jest prosty:
2,5 tys. km w 2 h i trochę (Wizzar)
250 km w 5,5 h (PKP)
ZBIERANIE GRZYBOW PODCZAS JAZDY SUROWO ZABRONIONE! *
*Dyrekcja PKP
-----------------------------------------------------
Bedzie zmiana ciśnienia, nieomylnie to czuje...zęby mnie bola, bo ciśnienie zmienia naprężenia gumek i drucików na mojej szczęce:)
Padac bedzie jak nic ! :)