...czy ja aby nie jestem jak dr Fleischman.... wiecznie niezadowolona nudziara, co teskni do wielkiego miasta (Poznan niby San Francisco nie jest, ale jak spojrze na skrzyzowanie w Cloyne to mi sie moj rodzinny Debiec jawi jak Las Vegas Polnocy:) Trudno mi sie dostosowac do swoistego klimatu miejsca gdzie wszyscy znaja sie, gdzie kazdy jest dokladnie przypisany do zagrody i rodziny a pani w sklepie jest w stanie z duza doza prawdopodobienstwa przypisac kazdemu imie i nazwisko. W tym naszym Cicely/Cloyne (nawet nazwy sa podobne:) wystepuja elementy charakterystyczne dla kazdej "zapadlej dziury" gdziekolwiek by nie istniala :
-wystepuje ktos kogo mozna nazwac "wioskowym glupkiem"...niegrozny dziwak, z ktorego smieja sie dzieci:)
-wysteuje ktos kto ma polskie korzenie...u nas jest to Mage Wisniewski, ktora nie mowi slowa po polsku...jej tesc przywedrowa do Cloyne po 2 wojnie swiatowej:)...mowie czasami do L..."Wisniewska spotkalam":)... i odrazu mi jakos na sercu lzej:)
-zly bogacz...ktos kto ma kase, zwykle grubas o negatywnej osobowosci...rzadzi wioska
-pakistanski fast food:)
-ktos bardzo znany..u nas jest to John Kelly...jego rzezby objechaly caly swiat, by na koniec stanac w ogrodzie jego posiadlosci na peryferiach Cloyne:)
-oraz ...........wojt i pleban :)
-------------------
Zwiedzajac jakis czas temu okolice przypadkowo trafilismy do przepieknej posiadlosci gdzie naszym ocza ukazal sie taki oto mniej wiecej obrazek:)

Mielismy duzo szczescia ze nie zzarly nas psy gospodarzy, pobrudzily nam tylko ubrania a dosc szybka interwencja naszego sasiada zapobiegla tragedi............................................czlowiek, ktory wraza ze swoja zona w ostrych slowach wyprosil nas ze swojego olbrzymiego ogrodu zastawionego mnostwem pieknych, nowoczesnych rzezb okazal sie swiatowej slawy rzezbiarzem http://www.johnkelly.eu/
Warto bylo!! Rzezby ktore widzielismy zanim wrocily do ogordu tworcy goscily na najwiekszych swiatowych biennale sztuki oraz zdobily najbardziej prestizowe miejsca stolic swiat:)
Trudno powiedziec, ze bawilismy na obiedzie u Johna Kelly w naszym "rodzinny" Cloyne...raczej mielismy szczescie ze nie stalismy sie obiadem dla jego psow... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz