Nie lubię małych wsi. Kocham duże miasta, żeby był tłum, tramwaje, metro, uliczne korki, muzea, knajpy, żeby stale był pęd i cos sie działo, żebym była anonimowa. Wieś może jest fajna na wakacje, ale ja juz nawet na wakacje nie chciałabym jechać w jakieś zaciszne, urokliwe miejsce. Ani jednej owcy więcej!
Ja chce jechać gdzieś, gdzie pełna piersią można oddycha spalinami i gdzie jest słonce, upal, gdzie chodzenie w sandałach w lipcu nie grozi zapaleniem pęcherza i odmrożeniami:)
....ale na razie siedzimy tutaj.....w urokliwej, malej wiosce na koncu świata.
W styczniu byliśmy "służbowo" na kilka dni w Holandii. Tam odżyłam. Amsterdam jest piękny, dziki, wszedzie pełno ludzi i nikogo nie znam z widzenia!
Holandie juz zwiedzałam wcześniej i kiedyś mi sie wydawało, ze tam jest szaro i mało słońca....wszystko jest jednak względne. Teraz to dla mnie riwiera:)
Nawet w styczniu świeci tam słonce. U nas większość roku jest szaro i pada. Psycha siada totalnie.
....a teraz juz szczególnie. Z naszych bliższych i dalszych znajomych większość jest na zasiłkach. Jedynie polski pleban ma gwarantowany stały etat, ale pracuje w niedziele i nikt mu za to doubla płacic nie chce:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz