Zrobiłam sałatkę...wyczynowiec jestem, bo znalazłam w tej krainie szczęśliwości....seler !.. a trzeba sie wykazać nielada sprytem:)
...najpierw zjem duża porcje sałatki, czyli ok 500 kilo kalorii ponad normę a później poćwiczę sobie na ......nie wiem jak TO sie nazywa??...pożyczyliśmy TO dzis od Jadzi. Taki przyrzad gimnastyczny do cwiczenia brzuszkow :)...wygląda imponująco!
Jadzia mówi, ze na razie go nie używa i nam go na jakiś czas dala w "dzierżawę”:) a nam sie bardzo przyda, bo od tego stacjonarnego trybu życia obrastamy w tłuszcz i boimy się pojawienia odleżyn.
Nie cierpie tak siedzieć bezczynnie i jednoczesnie tez nie mogę sie zmotywować do robienia czegokolwiek systematycznie...Az sie sama sobie dziwie, ze na razie te wpisy na blogu jakoś mi ida:)..ze po prostu sie "spinam", żeby cos napisać:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz