sobota, 7 marca 2009

TO

Zrobiłam sałatkę...wyczynowiec jestem, bo znalazłam w tej krainie szczęśliwości....seler  !.. a trzeba sie wykazać nielada sprytem:)

...najpierw zjem duża porcje sałatki, czyli  ok 500 kilo kalorii ponad normę a później poćwiczę sobie na ......nie wiem jak TO sie nazywa??...pożyczyliśmy TO dzis od Jadzi. Taki przyrzad gimnastyczny do cwiczenia brzuszkow :)...wygląda imponująco!

Jadzia mówi, ze na razie go nie używa i nam go na jakiś czas dala w "dzierżawę”:) a nam sie bardzo przyda, bo od tego stacjonarnego trybu życia obrastamy w tłuszcz  i boimy się pojawienia odleżyn.

Nie cierpie tak siedzieć bezczynnie i jednoczesnie tez nie mogę sie zmotywować do robienia czegokolwiek systematycznie...Az  sie sama sobie dziwie, ze na razie te wpisy na blogu jakoś mi ida:)..ze po prostu sie "spinam", żeby cos napisać:)


 .....o .......dopiero teraz widze, że mamy jeden krzywy widelec :)...  i że naprawde przydałby nam sie aparat foto...z komórki dobrego zdjecia sie nie zobi, żeby sie człowiek nawet wsciekł:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz