Wcześnie wczoraj wstałam, bo wczoraj był "ciężki" dzien....jak dla bezrobotnej. Byliśmy znów w urzędzie! Tym razem pełen sukces! :)
Udało nam sie w końcu...chyba po 3 miesiącach złożyc ostatnie juz (mam nadzieje) wnioski i jeszcze za jednym zamachem "zaliczyliśmy" .........wizytacje urzędnika:)
Taka jest po prostu procedura, ze ktoś musi przyjść do nas do domu i sprawdzić jak mieszkamy, żeby nam przyznać dodatek mieszkaniowy. Trochę to było dla mnie zabawne a trochę stresujące, bo właściwie, co on ma sprawdzać? Czy bedzie grzebał po szafach, sprawdzi nam lodówkę i przejedzie palcem po półkach czy nie ma kurzu ???
Na szczęście nie!:) Barry "wpadł" do nas na chwilkę, godzinkę po tym jak my "wypadliśmy" od niego. Grzecznie poprosił czy możemy mu pokazać mieszkanie, popytał co ostatnio robiliśmy, zaciekawił sie malowniczym widokiem za oknem, kazał nam obiecać, ze jak byśmy wygrali w totolotka albo zanalezli prace (oczywiscie w obecnej sytułacji mamy świadomośc tego, ze wygranie w lotka jest bardziej prawdopodobne, niż znalezienie pracy) to powiadomimy go niezwłocznie..........i juz..........po wszystkim...mamy dodatek na mieszkanie!
Huuuuuuuraaaaaaaaaaa :)
Ladna posciel Roza:)
OdpowiedzUsuń