sobota, 28 marca 2009

Sąd ostateczny - cz.1

Rozprawa w Sadzie trwala ponad 3 h. Troche bylismy zdziwieni, bo jadac tam z L zakladalismy, ze wystarczy nam jeden godzinny bilet parkingowy....nie wystarczyly nawet 3:)
Na pocztaku zalatwilismy sprawy formalne. Pan Sedzia podal nam liste do podpisu, zapytal mnie jaki dlugo parcowalam u Kena, ile mialam godzin tygodniowo, jaka byla stawaka na godzine. Generalnie zauwazylam, ze oczekuje on od nas prostych i jasnych odpowiedzi i postanowilam sie trzymac tego szablony. Nastepnie zostalam poproszona o przedstawienie mojego stanowiska. Bylam przygotowana, miala poukladane w  glowie zdania i  zapisane w zeszycie, ktory zabralam ze soba zwroty. Po pierwszych moich zdaniach, adwokat Kena grzecznie przerwal i powiedzial, ze on nic nie rozumie z tego co ja mowie i nie mozemy ciagnac dalej tego spotkania bez tlumacza!..ale Pan Sedzia stwierdzil, ze on mnie rozumie i bedzie niezrozumiale kwestie tlumaczyl z angielskiego na angielski dla wszsytkich, ktorzy nie rozumiej:)
Pomyslalam, pierwszy punkt dla mnie:)
Ogolnie mialam wrazenie przez cale to spotkanie, ze Panu Sedziemu bardzo zalezy na sprawnym poprowadzeniu calosci i dojsciu do "consensusu" ..nawet mnie zaptya czy rozumiem co znaczy to slowo a ja przytaknelam i pomyslalam, ze pewnie by go zdziwilo jaki duzy odsetek Polakow rozumie taki fachowy zwrot :)
Zaczelam przedstawiac swoje stanowisko:
-ze nie otrzymywalam przyslugujacych mi przerw...
Pan Sedzia (on mial tylko glos) pouczyl mnie wczesniej,  ze teraz ja mowie a reszta slucha a pozniej oddamy glos drugiej stronie i ze jesli mam jakiekolwiek pytania do strony przeciwnej to procedura jest taka, ze zwracam sie do Sedziego a on jakby przekazuje to pytanie  do oponenta :)...troche smiesznie jak sie siedzi na przeciwko osoby do ktorej kieruje sie pytanie:)..ale ja sie na Sadach nie znam :)...moze to zwykla procedura ?
-powiedzialm, ze probowalam egzekwowacte przerwy, pytalam codziennie "pelniacego obowiazki" i codziennie ku uciesze z tego malego cyrku reszty zalogi zostawalam odsylana  z kwitkiem
-ze bylam w tutejszych Zwiazkach Zawodowych i pytalam czy plakat, ktory u nas w firmie glosi wszsem i wobec, ze przerwa mi sie nalezy jest zgodny z prawem
-ze nie mialam przewidzianych prawem 11 h przerw miedzy jednym dniem a drugim
Pan Sedzia co jakis czas zadwala mi pytania:  np poprosil mnie zebym dokladnie opowiedziala jaka byla reakcja na moje prosy o przerwy
....caly czas na przeciwko widzialam butne miny "druzyny Kena", wszyscy bardzo pewni siebie i moim zdaniem kompletnie nieprzygotowani!
..i nagle doszlo do niespodziewanego zwrotu akcji:)
Sedzia zapytal jak czesto zdarzaly sie takie za krotkie, np 10 h przerwy mniedzy dniami pracy?
ja- ze na pocztaku sporadycznie a z czasem coraz czesciej..np przez ostatnie 7 tyg pracy mialam przynajmniej razy na tydzien taka sytulacje ...i przewrocilam kartke mojego kajetu i odczytalam..np w  nocy z 4 na 5 maja mialam 9,5 h przerwy miedzy jedny a drugim dniem pracy!
Wszytskie nerwy swiata byly warte tej jednej chwili:)
...znudzone towarzystwo po drugiej stronie stolu zamarlo. Sedzia zapytal czy ja mam zapisane wszystkie dni ?..a ja na to, ze TAK !
(przypomnialy mi sie kreskowiki z dziecinstwa kiedy postacia z bajek..."opadaja kopary" :)
Sedzia - czy mozesz podac jakies inne przykladowe daty ?
ja - wszytskie ?
adwokat Kena : poprosimy o przerwe !!!!!!!! :)

5 komentarzy:

  1. Dobrze Roza!!! Tak trzymac! Wykosisz ich !

    OdpowiedzUsuń
  2. No rewelacja , po prostu rewelacja !
    zniszczyć Kena , wiwat Roza !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ken to jest ten od Barbie, bo się gubię ? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, po prostu REWELKA... czekam na dalszy ciąg :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozunia, lubie taki dreszczyk emocji, pisz dalej:)A.

    OdpowiedzUsuń