czwartek, 5 marca 2009

Wakacje w Barcelonie

Mamy jednak szansę na egzotyczne, ciepłe wakacje mimo tego, że pracy nie ma i się nie zanosi.

Sądze sie z byłym pracodowaca - dla ułatwienia podaje, ze to nie dlatego jestem bezrobotna:) Pracowałam sobie spokojnie w takim większym supersamie, siedziałam (a raczej stałam) przy kasie i nie dostawłam przysługujacych mi przerw. Na tablicy z informacjami dla pracownikow wisiał piękny, duży plakat z rozpiska jakie długie i kiedy powinnam miec przerwy. Plakat wisiał na poczesnym miejscu, tak żeby np. każda kontrola z tutejszego Sanepid-u nie mogla obok niej przejsc i zeby taki piękny plakat zostal niesłusznie niezauważnony.
..o dziwo informacje na powyższym plakacie były zupełnie niezauważalne przez mojego szefa ! Zaczelam (najpierw) mała walke. Codziennie w porze w której powinnam dostac przerwe szłam do pełniacego obowiazki :) i pytalam czy moge sie udac do pokoju socjalnego odpoczac .....tak jak stoi napisane w pismie !
On oczywiscie mowił mi, ze NIE, bo zanim zaczelam w tym sklepiczku swoja burzliwa acz krotkotrawla "kariere" nikt nie wyskakiwal nawet za takimi "durnymi" pytaniami. 

Kieran informowal mnie codzień, ze ww. plakat jest nieaktualny!
Ja - to dlaczego wisi ? proszę go sciagnąc !
Kieran - ok, sciagne go a teraz wracaj do pracy....

...i tak przez kilka dobrych tygodni...taki dzień świstaka a plakat wisi w najlepsze. Wszyscy maja ubaw a ja codziennie powtarzam ta samą procedurę. Przesmieszne:(...szczegonie jak sie stoi 10 h przy kasie i żeby wyjsc do toalety trzeba się pytac o pozwolenie, jak by sie było w grupie Muchomorków a nie pracownikiem renomowanej sieci marketów.

W celu zweryfikowania informacji z plakatu z irlandzkim prawem pracy udałam sie nawet do SIPTU czyli tutejszych Zwiazkow Zawodowych, gdzie się oczywiscie okazało, ze plakat nie kłamie.
Moje pokojowe próby rozwiazania konfliktu nie dały rezultatu (a co ja...ONZ jestem, pomyslałam:).... zaczełam szukac innej pracy i dośc szybko ja znalazlam w mojej wsi.
Ponieważ nowa praca byla od zaraz, poszłam do szefa złożyc mu ustne wypowiedzenie i powiedziałam, ze chciałabym z nim porozmawiac i żeby mi dał znc kiedy bedze miła dla mnie chwilke czasu. Powiedzial "słucham" 
:( niewychowany burak :(, wiec przy osobach trzecich i jego małoletnich córkach, ktore własnie przyszly odwiedzic tatusia  w pracy wyjasniłam o co chodzi.
Ken wpadl w szał (był czas urlopow i brakowało mu ludzi), zaczał sie na mnie drzec (prawie 2 m wielki facet, troche sie nawet wystraszyłam) Darł paszcze, ze on jest dla mnie taki dobry jak ojciec narodów, ze mi daje urlopy kiedy ja potrzebuję, idzie mi na rekę w każdej sprawie i jest 100% w porządku, w każdym calu po prostu a ja mu takie świnstwo robię i że jak tak to mam  s*...lac natychmast i nie musze już nawet siedziec  do konca zmiany !
Trzęsacym sie głosem zaczełam mowic, ze wcale nie jest taki w porządku, że oszukuje nas na kazdym kroku, ze łaze od tygodni pytac codziennie o przerwy, które należa mi sie jak psu zupa :) i cała firma ma codzienne przedstawienie i mały cyrk i że własnie dlatego jak tylko znalazłam pracę nie ma tu zamiaru siedziec ani jednego dnia dlużej.
....Ken oszalał....zaczał tak wymachiwac łapami i tak sie wydzierac, ze po prostu wyszłam...wybiegł za mna jeszcze drac się, że ma zdac przed wyjsciem mundurek, bo mi za niego odliczy kasę z ostatniego tygodnia...
Tego juz bylo za dużo ! Obiecałam sobie,ze podam go do Sądu Pracy ...co tez uczyniłam. To było w zeszłym roku...dzis jestem po rozprawie (opisze w nastenym odcinku, bo to ciekawe)  Nie przyjełam proponowanych przez Kena warunkow ugody, chce więcej kasy niż on proponuje. Czekam na wyrok niezawisłego Sadu:)

Po nocach sni mi sie olbrzyma kasa, ktora wygram w tym procesie:)..i wakacje w Barcelonie. Kupiłam juz nawet na ta intencje przewodnik po mieście i olejek do opalania z wysokim filtrem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz