Dzis mija pol roku od operacji. 14 lipca, dzien przed operacja stawilam sie w szpitalu.
...poszukalam zdjec z tego dnia....w Irlandii jestesmy z L sami...na czas operacji i kilka tygodni pozniej przyjezadzla do nas moj brat z Dublina...reszta rodziny, Przyjaciol i znajomych czekala na wiesci co u mnie via internet.
...wiec L codziennie pisal "raport" i przesylal aktualne zdjecia.
Nie bede Was straszyla tym jak wygladalam po operacji...ale dzis zamieszczam 2 zdjecia z pierwszych godzin w szpitalu...i pierwszy list/raport jaki L przeslal.
...wieczorem nastepnego dnia obudzilam sie juz plaska jak deska :(
...w irlandzkich szpitalach odwiedzajacych czestuje sie jak gosci w domu, bylismy tym bardzo mile zaskoczeni...jak w kawiarni...2 herbatki poprosze i 2 salatki.
Pozniej podczas odwiedzin L zawsze jadl ze mna obiadek :)

14.07.09 godz 19.20 czasu
Cork Pierwsze wrazenia . Szpital uniwersytecki wiec nie jest to HITECH ale wszystko co niezbedne jest na miejscu.Troche dziwne -znajac polskie szpitale -sa sale z lozkami,wlasciwie wszyscy leza razem a kazdy pacjent ma swoja kotare ktora w trakcie badania zaslania obsluga.Mozna ja zaslonic takze zeby zapewnic sobie troche intymnosci. Nie ma oddzielnych pokoi dla pielegniarek czy lekarzy - zreszta one ciagle biegaja i rozmawiaja z pacjentami- maja za to kontuar do ktorego w razie potrzeby ida cos wypisac ,przepisac czy zapisac. Zadziwiajace jak oni sa serdeczni i skupieni na pacjencie.NIe ma tych tajemniczo odchylajacych sie kieszeni w fartuchach czy pokoi gdzie trzeba wejsc "porozmawiac " z lekarzem prowadzacym lub "zainteresowac sie" stanem zdrowia bliskiej nam osoby. Roza jak widac na zdjeciach - cala w skowronkach. Co pare minut przylatuje jaks lekarz,pielegniarka -rozmawiajac z nia i odpowiadajac na pytania ktore ja nurtuja.Oczywiscie ow slawny Dr OS wpadl posiedziec z Ania i po raz "enty" krok po kroku omowil operacje i ewentualne zagrozenia. Zaraz za nim przyszedl kolejny z lekarzy wspolpracujacy z O'S wtrakcie operacji i wdal sie w szczegoly pooperacyjne - co moze wystapic jakie objawy wlasciwie niepozdane ale mozliwe. Po moim wyjsciu pojawil sie jeszcze anestezjolog ze swita zeby ustalic wazne dla niego kwestie. Roza promieniala - wiem ze w tym wszystkim duzo takiej lekko histerycznej radosci i zgrywania bohatera ale ja jestem z Ani, dumny bo o ilez to lepsze niz "rozklejenie" i zalamanie Roza sie nie daje i jest naprawde dzielna. Zdjecia na zdjeciach widac Rozunie na lozku nr 19.nad nim tabliczka z nazwiskiem lekarza prowadzacego, potem widac Roze w pelnej krasie bo podali jedzonko,herbatke i ciasteczka :). Roza narzeka jedynie ze maselka malawo podaja ale juz trudno. I informacja z ostatniej chwili podali kawe i ciasto Roza powiedziala ze nie moze ze mna rozmawiac bo je i pije. pozadrawia was Wasz korespondent prasowy
LW.
Ech - zdaje się, że mam oczy w mokrym miejscu po przeczytaniu tego wpisu. Ogromnie poruszające - nawet, jeśli się wie, że to już było. Idę się wysmarkać.
OdpowiedzUsuńZupełnie inny świat, niż znam z wizyt w naszych szpitalach. A swego czasu bywałam w nich często. Na szczęście nie jako pacjent.
OdpowiedzUsuńJedzenie nie tylko trzeba przynosić sobie, ale przede wszystkim chorym, bo na tym żarciu oferowanym przez NFZ zdrowy organizm by nie wytrzymał.:-).
Dzielna byłaś. Dzielna jesteś. :-)
bo ważne jest, kiedy lekarz i pielęgniarki wykazują zainteresowanie swoimi pacjentami - niby taka podstawowa sprawa, a jak często w Polsce się o niej zapomina, eh.
OdpowiedzUsuńMuszę powiedziec, że podobnie działają lekarze i pielęgniarki na oddziale raka sutka w Klinice Onkologicznej w Gliwicach. Widziałam prawdziwa troskę o pacjenta.
OdpowiedzUsuńJesteś Gigantką po prostu - tyle powiem tytułem komentarza :)
OdpowiedzUsuńA L. oczywiście Gigantem :)
OdpowiedzUsuń...GIGANTKA...1,57 CM ! :)
OdpowiedzUsuńTen poczęstunek wygląda całkiem apetycznie :)
OdpowiedzUsuńMam nadwege to prawda ! ale zeby zaraz gigant ?!:)
OdpowiedzUsuńL
Podziwiam Twoją waleczność ZUZA!
OdpowiedzUsuńA sposób traktowania chorych też bardzo mi przypadł do gustu. Może doczekamy tego kiedyś w Polsce.
Z korespondenta też mogłaś być dumna.
Podziwiam za umiejętność przejścia nad tym przeżyciem tak ot, przynajmniej na blogu.
OdpowiedzUsuńwielkie mi rzeczy...jedzenie w szpitalu i takie tam inne...też miałam...ze słoika:)
OdpowiedzUsuńWidać jak daleko nam do Europy...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)))
a mówią, że Ire to dziki kraj...
OdpowiedzUsuńWitam Cię, jestem przerażona jak jesteśmy w tyle za wszystkimi:(, po operacji błagałam o środek przeciwbólowy, pielęgniarki z łaską przynosiły cokolwiek!, lekarz jak sam Pan Bóg, w swoim gabinecie oglądał euro sport , a mój zdesperowany mąż chciał się cokolwiek o mój stan wypytać tydzień czasu!!, i to nie jakiś mały oddzialik na polskiej prowincji, tylko ogromny , piękny szpital powstały przy wsparciu zagranicznych funduszy, pod wezwaniem Jana Pawła!, wstyd poprostu!, a powracając do Twojego posta, naprawdę jesteś bardzo dzielną , małą:) kobietką!!! podziwiam Cię i życzę jak nawięcej pięknych dni i spokoju w ZDROWIU i miłości:)!!!! pozdrowienia
OdpowiedzUsuńPodziwiam odwagę i Twoją dojrzałość, życzę dużo zdrowia:)
OdpowiedzUsuń